Dzień 7 | Rowerowe posse

Przyjeżdżamy przez miasta i otwarte granice jak rowerowe posse

W zasadzie tylko 1,5 dnia zajęło nam przyjechanie przez Słowację i wjazd na Węgry. Częściowo poruszaliśmy się wzdłóż Euro Velo, a częściowo Komoot poprowadził nas przez jakieś chaszcze.

Może to był skrót może nie. Trochę nas wytelepało ale było ciekawie

Czego nie dało się nie zauważyć to spora ilość Romów, a w szczególności romskich dzieci stojących przy drogach czy siedzących pod sklepami. Szczególnie w Koszycach, w których podobno znajduje się największe osiedle romskie w Europie „Lunik IX”.

Mijaliśmy też różnego rodzaju skupiska prowizorycznych domów w stylu slums, w których podejrzewamy, że Romowie mieszkają. Nie robiłem zdjęć bo chyba mnie to wzięło z zaskoczenia. W szczególności zadałem sobie pytanie dlaczego nasi sąsiedzi mają taką sytuację, a my nie.

Postanowiłem zrobić trochę więcej badań.

Otóż polityka Słowacji wobec Romów w oczywisty sposób jest nie efektywna. Ich prawo budowlane nie jest egzekwowane, a programy socjalne i programy integracji są na niższym poziome niż u nas. Dodatkowo ścieżka migracji Romów (pochodzą z północnych Indii) jakimś sposobem Polskę głównie ominęła.

Jeśli ktoś wie coś więcej to proszę o info w komentarzach tylko proszę o uprzejmość w razie jakichś dyskusji 😅

Jechaliśmy tak sobie przez te miasteczka i zorientowaliśmy się, że my aktualnie jesteśmy jak tacy Romowie czy jakieś westernowe „posse„.

Czujemy się trochę ponad prawem bo jednak nie jesteśmy u siebie. Korzystamy tylko z tego co dany kraj oferuje zostawiając tylko pieniądze. Staramy robić się to z należytym szacunkiem ale jednak trochę samowolki w tym jest. Tak jak i u Romów czy w gangu, lojalność musi się zgadzać wewnątrz grupy i osoby z poza niej są zwykle na drugim miejscu.

Nasze „posse” w drodze przez Węgierskie miasteczka

Niby jesteśmy w tej przestrzeni i spędzamy w niej czas tak uważnie jak tylko się da ale tak naprawdę to jesteśmy w niej tylko przejazdem i zawsze będziemy w ten sposób obcy.

Tak jak Romowie czujemy, że jesteśmy stworzeni do tego by żyć w ciągłym ruchu, korzystając z tego co ziemia nam daje ale system (i świadomość tzw. „mod cons” jak to mówiła Dervla Murphy) wymusza na nas zatrzymanie się w miejscu i granie według zasad.

Ekipa w ruchu w węgierskich wioseczkach

My jeszcze chwilę (40 kilka dni) damy radę i tak naprawdę dziś przywilejem jest móc odbyć taką podróż. Nie mówiąc już o życiu w drodze. Utożsamiamy się więc się z Romami, na których wielu patrzy nie przychylnym okiem.

Na nich po prostu został wymuszony sposób życia do którego nie są stworzeni, a przynajmniej ja to tak interpretuje. Zapraszam do dyskusji.

Aktualności

Dziś potyczkę na podjazdach dwukrotnie stoczyli Wojtek i Józek o tzw. KOM (King Of the Mountain) i punkty premiowe. Wojtek wciąż pozostaje niepokonany w walce head to head ale Józio przypiekł mu szkite (Wojtek sam przyznał).

Wojtek i Józek przed najprzyjemniejszym podjazdem do tej pory. 4km gradientu ok. 5% w lesie. Potem 15km praktycznie bez pedałowania 🥹

Tadeusz i Ja mielismy małe i mniejsze awarie. Tadkowi rozkręcił się support na Słowackich wertepach, a mi wyklekotała się montażówka od bagażnika. Z Tadkiem byliśmy u mechanika w Koszycach, a mój problem rozwiązała zapasowa śrubka i tzw. Loctite (dzięki Wojtek) – gesty lecz słaby klej, który zapobiega takim właśnie sytuacjom.

Zestaw naprawczy się przydaje

Na granicy słowacko-węgierskiej swoim motocyklem Yamaha dogonił nas Wojtek – kolega chłopaków z Krakowa. Wojtek wrócił właśnie ze swojej podróży rowerem po kultowych podjazdach we Włoszech i Europie. Pozdrawiamy!

Granica na szczycie podjazdu i nasz mini biwaczek (klasycznie ktoś grzebie rowerze)

Dziś śpimy w zasadzie na spocie doskonałym. Kto zna Zalesie Górne to tak jakby na Stawach w ZG tylko, że 10 lat temu (czasy sprzed festyniarswa).

Wykąpaliśmy się i zjedliśmy dobre obiadki, a na koniec Karol złamał deskę w pomoście i wpadł jedną nogą do wody gdy wspólnie przyglądaliśmy się jakimś pływającym chrabąszczom 😂

Karol wpadł do wody, a my się śmiejemy. Niezbyt miło ale jakoś tak to wyglądało

Przed nami wypłaszczenie na najbliższe 5-6 dni jazdy na Węgrzech i w Serbii. Potem znowu zaczynamy mielić korbami. Tym razem na dłuższych i wyższych podjazdach niż jakiekolwiek do tej pory. Czuję trochę strach, a trochę ciekawość i antycypację ekscytacji po tym jak wjedziemy wszyscy na szczyty. Tych wzniesień. No i widoki!

Mapa i profil elewacji – zielona kreska to mniej więcej my. Trasa kończy się na promie do Turcji. Tam są kolejne niespodzianki.

Ślad z dziś:

Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Muszę chodzić spać trochę później, a przez to mam mniej czasu na sen i odpoczynek niż reszta zespołu. Ekspresja i interakcja z wami i są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki! (No pressure, dostałem kilka takich sugestii i stąd ten ruch :))

Btw. nie jesteśmy wspierani przez żadną z firm produkujących wspominany sprzęt i usługi (chociaż pewnie byśmy chcieli 😉). Polecamy to co się sprawdziło i z czego korzystamy. W razie pytań zapraszamy do kontaktu na kontakt@kamieniewterenie.pl

Dzięki za Twoją chwilkę. Może udostępnisz? Albo zostaw komcia tam niżej.

Daj sobie. Przecież nie każdy trafia na takie fajne blogi 🫠.
Chcesz dostać powiadomienie o następnym wpisie?

Jeśli gwiazdy ułożą się w odpowiednią formację, mój projektowany na kolanie blog wyśle Ci powiadomienie prosto do skrzynki.

Pomyśl sobie o tej satysfakcji gdy jako pierwsza/y powiesz w rozmowie "widziałaś nowy post KWT???"

4 Responses

  1. Romów na Słowacji chyba więcej niż w Rumunii, w którą się kojarzą. Powszechnym stereotypem jest rom żebrzący na ulicy, i to się chyba szybko nie zmieni. ☹️

Szepnij nam dobre słówko 🤗

Przeczytaj sobie coś jeszcze