„Turcja oczami Karola” – Karol Ciechomski | Post Gościnny

Karol o wjedźcie do Turcji i pierwszym dniu po rozstaniu z resztą ekipy.

Około 12 w dobrych nastrojach ruszyliśmy z Wojtkiem w kierunku Edrine 25km żeby tam kupić dla mnie bilet i się pożegnać. Po drodze przekroczyliśmy granicę Grecko – Turecką, obyło się bez problemów, poza chwilą grozy gdy strażnik zajrzał do sakwy Wojtka, do której chwilę wcześniej przełożył gaz pieprzowy (w Turcji posiadanie jest podobno zabronione) na szczęście nie przyłożył się do przeszukania, albo zniechęcił się starymi skarpetami Wojtka i nic nie znalazł.

Po kilku kilometrach pustej dwu pasmowej drogi dotarliśmy do Edrine. Myśląc o przerwie na lunch zdecydowaliśmy się odwiedzić turecki street food, trafiliśmy do lokalu z bardzo sympatyczną obsługą i smacznym jedzeniem.

Po posiłku poczęstowali nas Turecką herbatą.

Dobrze taka herbata smakuje po obiedzie.

Po lunchu udaliśmy się na stację kolejową, gdzie po chwili poszukiwań odnaleźliśmy kasę.

Niestety okazało się że roweru do pociągu nie zabiorę, kasjerem nie była typowa babeczka jaką się widuję w polskich okienkach lecz młody i pomocny koleś, polecił nam udać się na dworzec autobusowy. Po drodze powstała w Wojtka głowie myśl żeby może na lotnisko pojechać razem rowerem. Ja byłem sceptycznie do tego nastawiony czekałoby nas 260 km w 1,5 dnia. Postanowiłem spróbować z autobusem. Tutaj się nie cyngolą i petki jarają gdzie popadnie, hala dworca była przesiąknięta zapachem dymu papierosowego. Odnalazłem odpowiednie okienko i po chwili oczekiwania za pomocą translatora wspólnie z pracownikiem udało się rozwiązać mój problem. Pogadał z szefem, który zdecydował się podjąć transportu mojego roweru. Mimo to nie jadę z Edrine. Postanowiłem że przejadę jeszcze z Wojtkiem rowerem do kolejnej miejscowości (60km) gdzie autobus ma przystanek.

Także ruszyliśmy dalej, nasza droga prowadziła dwupasmówką z szerokim poboczem, Wojtek ze swoim świeżo przerobionym single – speedem dobrze naginał, musiałem się nieźle wysilać żeby mu utrzymać koło. W ten sposób w niespełna 3 godziny z przerwą na świetne lody( tak dobre że wzięliśmy dokładkę, smakowały jak zamrożony budyń) dotarliśmy pod Babaeski.

Ten tir nie stoi, zasuwa jak należy, za każdym razem ciarki przechodziły po plecach

Jako że zbliżała się 19 uzupełniliśmy wodę na stacji benzynowej i polną drogą odjechaliśmy za kępe drzew by udać się na spoczynek. Na koniec dnia oglądaliśmy na naszych krzesełkach najpiękniejszy zachód słońca na naszym wyjeździe.

O taki widoczek ładny co?

Robimy Burito i lecimy w kimę

Do zobaczenia w Polsce!


Btw. nie jesteśmy wspierani przez żadną z firm produkujących wspominany sprzęt i usługi (chociaż pewnie byśmy chcieli 😉). Polecamy to co się sprawdziło i z czego korzystamy. W razie pytań zapraszamy do kontaktu na kontakt@kamieniewterenie.pl

Dzięki za Twoją chwilkę. Może udostępnisz? Albo zostaw komcia tam niżej.

Daj sobie. Przecież nie każdy trafia na takie fajne blogi 🫠.
Chcesz dostać powiadomienie o następnym wpisie?

Jeśli gwiazdy ułożą się w odpowiednią formację, mój projektowany na kolanie blog wyśle Ci powiadomienie prosto do skrzynki.

Pomyśl sobie o tej satysfakcji gdy jako pierwsza/y powiesz w rozmowie "widziałaś nowy post KWT???"

5 Responses

  1. Szacunek chłopaki, mieszkam w Turcji już 20 lat. Drogi ciężkie, pogoda też nie rozpieszcza. Widziałam wasze naklejki w windzie w Izmicie. Pozdrawiam i powodzenia

Szepnij nam dobre słówko 🤗

Przeczytaj sobie coś jeszcze