Około 12 w dobrych nastrojach ruszyliśmy z Wojtkiem w kierunku Edrine 25km żeby tam kupić dla mnie bilet i się pożegnać. Po drodze przekroczyliśmy granicę Grecko – Turecką, obyło się bez problemów, poza chwilą grozy gdy strażnik zajrzał do sakwy Wojtka, do której chwilę wcześniej przełożył gaz pieprzowy (w Turcji posiadanie jest podobno zabronione) na szczęście nie przyłożył się do przeszukania, albo zniechęcił się starymi skarpetami Wojtka i nic nie znalazł.
Po kilku kilometrach pustej dwu pasmowej drogi dotarliśmy do Edrine. Myśląc o przerwie na lunch zdecydowaliśmy się odwiedzić turecki street food, trafiliśmy do lokalu z bardzo sympatyczną obsługą i smacznym jedzeniem.

Po posiłku poczęstowali nas Turecką herbatą.

Po lunchu udaliśmy się na stację kolejową, gdzie po chwili poszukiwań odnaleźliśmy kasę.

Niestety okazało się że roweru do pociągu nie zabiorę, kasjerem nie była typowa babeczka jaką się widuję w polskich okienkach lecz młody i pomocny koleś, polecił nam udać się na dworzec autobusowy. Po drodze powstała w Wojtka głowie myśl żeby może na lotnisko pojechać razem rowerem. Ja byłem sceptycznie do tego nastawiony czekałoby nas 260 km w 1,5 dnia. Postanowiłem spróbować z autobusem. Tutaj się nie cyngolą i petki jarają gdzie popadnie, hala dworca była przesiąknięta zapachem dymu papierosowego. Odnalazłem odpowiednie okienko i po chwili oczekiwania za pomocą translatora wspólnie z pracownikiem udało się rozwiązać mój problem. Pogadał z szefem, który zdecydował się podjąć transportu mojego roweru. Mimo to nie jadę z Edrine. Postanowiłem że przejadę jeszcze z Wojtkiem rowerem do kolejnej miejscowości (60km) gdzie autobus ma przystanek.
Także ruszyliśmy dalej, nasza droga prowadziła dwupasmówką z szerokim poboczem, Wojtek ze swoim świeżo przerobionym single – speedem dobrze naginał, musiałem się nieźle wysilać żeby mu utrzymać koło. W ten sposób w niespełna 3 godziny z przerwą na świetne lody( tak dobre że wzięliśmy dokładkę, smakowały jak zamrożony budyń) dotarliśmy pod Babaeski.

Jako że zbliżała się 19 uzupełniliśmy wodę na stacji benzynowej i polną drogą odjechaliśmy za kępe drzew by udać się na spoczynek. Na koniec dnia oglądaliśmy na naszych krzesełkach najpiękniejszy zachód słońca na naszym wyjeździe.
Robimy Burito i lecimy w kimę
Do zobaczenia w Polsce!










5 Responses
Miałem czas albo przeczytać bloga albo obejrzeć nową podróż Pateca – wygraliście! 🔥💪
John Cena
To zaszczyt! Pozdrawiamy i zapraszamy częściej 😇
No halo ta czapeczka miała być na coffee ride kolego 🤨
chciałem się trochę pofleksować po drodze
Szacunek chłopaki, mieszkam w Turcji już 20 lat. Drogi ciężkie, pogoda też nie rozpieszcza. Widziałam wasze naklejki w windzie w Izmicie. Pozdrawiam i powodzenia