Wchodzimy powoli w rutynę wieczorną. Przyjeżdżamy, rozbijamy namioty, myjemy się, robimy obiadokolację konwersując i omawiając wydarzenia danego dnia i idziemy spać.
Rano niestety nie idzie nam jeszcze tak dobrze. Proces pakowania pomieszany z suszeniem tropików, jedzeniem, planowaniem dnia i poranną toaletą nie współpracuje dobrze z niedobudzonym mózgiem.


Dzisiaj (z niczyjej winy) całą pierwszą część dnia charakteryzowało “załatwianie spraw” i koncept “jeszcze tylko to przy okazji”.
W Decathlonie były do odebrania kijki ale dopiero o 13 więc zajęliśmy się “produktywnością”. Zrobiliśmy pranie, odesłaliśmy najmniej używane i zepsute rzeczy do domu, kupiliśmy przekąski, kremy do rąk, buteleczki na mydełka, silver tape i inne bajery rtv agd. Zeszło się na tym do ok 14:30.

Miasto rozprasza.
I sprawia, że robisz milion rzeczy ale tak naprawdę nic co naprawdę satysfakcjonuje.
Chyba mówię za wszystkich, że nam ulżyło gdy w końcu wsiedliśmy na nasze rumaki i pognaliśmy na zmiany w kierunku Słowacji.

Po drodze mieliśmy taki single-trackowy fragment po lesie, który idealnie urozmaicił i rozbił etapy szybszego pedałowania.


Na Słowacji już sielankowo. Bardzo miły pan Słowak pozwolił nam zanocować na jego świeżo przyciętym trawniczku, oferował śmietnik, latrynę i pomoc w jakiejkolwiek sprawie życząc nam „dobrego chrupania”.



Na koniec dnia po swojej zawiłej wojaży pociągami i rajdem cross-country dołączyli do nas Wojtek, Karol i Franek. Długo wyczekane ale ten czas w okrojonym składzie był również przemiły za co dziękuję og ekipie.

Śladzik z dzisiejszej stravki:
Aktualności
Od jutra nowe standardy. Nie jestem pewien czy jeden blog dziennie wciąż będzie możliwy. A i ich rozmiar jutro będę rozważał.
Napisanie takiego tesktu wraz z zebraniem od wszystkich zdjęć i ich obróbką zajmuje ok. 1,5-2h. To czas, który inni uczestnicy przeznaczają na jakiś relaks, sen czy me-time.
Ja mam z tego dużo satysfakcji i myślę, że taka stymulacja intelektualna mi dobrze robi i pozwala dostrzegać rzeczy, na które normalnie bym nie zwrócił uwagi.
Jednak reżim podróży oraz utrudnienia związane z byciem za granicą napewno wpłyną na częstotliwość blogów i potencjalnie ich obszerność.
Proszę o cierpliwość i wyrozumiałoś. W razie czego nie zniknęliśmy z Internetu tylko po prostu wystąpiły utrudnienia 🙂
Do usłyszenia!










11 Responses
Mam wrażenie że foty się nie wyświetlają. Widać tyko opis
To prawda, mi niestety również się nie wyświetlają
Proszę teraz zerknąć
Powinno już być dobrze
Dobre słówko 🙃
Z fotami jest okay. Super relacja! Dobrze jest wiedzieć gdzie jesteś i że wszystko w porządku. Ekstra macie te miejsca do campowania, idylliczne. Trzymam kciuki za udaną dalszą cześć trasy. Fejnie, że już w pelnym(niejszym) składzie. W większej grupie, choć decyzyjność może trochę spaść (bo tudno jest zadowolić wszystkich), to zawsze będzie bezpieczniej i łatwiej jechać dając sobie zmiany. A długa jeszcze droga przed Wami i choć niezmiernie ciekawa, to jedak trudna i mozolna. Wyrafinowane macie te dania, spodziewałbym się jakichś konserw na szybko z pajdą chleba raczej, a nie carbonary! Fju, fju, trzymacie poziom!
Zaciskam mocno kciuki, życząc niezapomnianych, wspaniałych wrażeń!
I czekam na kolejne wpisy. Mogą być rzadsze. Work life balance, remember! 😁
AJ
❤️
Skoro z pisaniem tekstu się schodzi to może nagrywaj trochę na dyktafon? 🙂 Nawet w trakcie podróży. Myślę, że to może być fajny smaczek. I zauploaduje się łatwiej niż video.
Jest taka opcja, pomyślimy. Na razie jest ok!
Szkoda, bo relacje są fajne, ale rozumiem sytuację. Może być krócej, ale ważne aby coś było, bo fajnie się czyta i ogląda. Powodzenia, dobrych nóg i sprawnych rowerów!
Dzięki, dobre życzenia się zawsze przydadzą 🙂