W środku nocy przez ażurowe okna w naszym domku zaczął zacinać deszcz. Na wpół przytomni, zostaliśmy z Frankiem zmuszeni do patentowania sposobu na ich zakrycie by ochronić nasze puchowe śpiwory przed wilgocią.
Padło na podłogi od namiotów. Powciskaliśmy ich rogi między kratki i liczyliśmy na spokojny sen. Niestety kilkukrotnie wiatr płatał nam figle i niszczył konstrukcję zmuszając nas do bardziej przemyślanych działań i stworzenia solidniejszej infrastruktury. Za 3 razem się w końcu udało.


Janek i Karol, z kolei, stoczyli potyczkę z komarami. Karol, zdaje się poszedł w stronę medytacyjną i wziął je na cierpliwość.


Deszcz cały poranek był w kratkę. Gdy o 13 w końcu na dłużej przestało padać wyruszyliśmy w drogę.
Oczywiście jak tylko wsiedliśmy na rowery to deszcz wrócił, a gdy zgrzaliśmy się już w kurtkach to przestał.
W połowie dzisiejszej dawki kilometrów zjedliśmy sobie późny lunchyk. Ja nareszcie spróbowałem dania, o którym czytałem przed wyjazdem:


Z reszty, chłopaki byli również w miarę zadowoleni, choć podobno çorba (zupa) trochę mdła.

Ok 18, mając na koncie ok 80km zaczęliśmy szukać sklepu oraz miejsca na obozowisko.

Supermarket w meczecie, w dzielnicy miasta Of, która wnioskując po ubiorze ludności oraz architekturze ma coś z radykalizmu polityczno-religijnego. Mnie troszkę przechodziły ciary, nie tylko z zimna (pewnie jestem “odrobinkę” uprzedzony)
Niedługo potem, podczas poszukiwania ciepłej wody na pysznic trafilismy na bardzo sympatycznego Turka, który zaprosił nas na çay w swoim lokalu i poczęstował ciasteczkami. Z przyjemnością również nalał nam wodę po czym zaoferował jeszcze jedną porcję herbatki lub kawki nie prosząc o nic w zamian.
Śpimy dzisiaj w parku miejskim nieopodal naszej ukochanej wielopasmowki. Jej dźwięki towarzyszą nam niemalże co dzień od wjazdu do Turcji. Ciekaw jestem jak wpływa to na naszą psychikę. Jest to jednak dosyć niepokojący, ciągły szum, który dokłada nam bodźców.
Btw. mi i Karolowi coś się wykrzaczyło w aplikacji Airalo, dzięki której mamy eSIM-y z internetem. W związku z tym blog znowu wrzucony z opóźnieniem.
Zbliżamy się dużymi krokami do celu co słychać i czuć ale utrzymujemy czujność by uniknąć kłopotów.
Dzisiejszy ślad ze Stravy:
Wycinki z czatu
Wojtek przez ostatnie dwa dni pokonał ok 300km. Dziś śpi 30km od granicy z Gruzją.
Zostań współproducentem przygody, którą przeżyjesz z nami!
Wsparcie czytelników to realne „paliwo” dla tej i następnych wypraw. 5 zł = pakiet danych i wieczorny wpis. 50 zł = woda i węglowodany na 1 dzień pedałowania. 100 zł to już realna pomoc, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli oraz inwestycja w jakość i rozwój dokumentacji. Aby mnie wesprzeć, użyj poniższego przycisku lub puść blika na nr. 665329661










8 Responses
Wiem, że to wasz standard w Turcji, ale jeżdżenie tymi wielopasmówkami wygląda trochę strasznie. Mam nadzieję, że nie jest to niebezpieczne. Powodzenia!
Bywa niebezpiecznie ale mamy już dobrą synchronizację przy zmianach pasów i w tunelach. Aktualnie nie mamy zbytnio innego wyjścia, a Turcja też nie proponuje alternatywnych ścieżek dla rowerzystów. Ew. Przez góry na co na mamy czasu :/
Ile tam jeszcze będziecie? Kiedy wreszcie Georgia?
Franek i Janek mają lot z Kutaisi 25 września. Do Batumi, skąd chłopaki pojadą autobusem lub pociągiem mamy teraz ok 90km. Ja z Wojtkiem wracamy z Kutaisi 28 września więc pewnie z Karolem podjedziemy rowerami. Mamy tam 228km więc pewnie się trochę pokręcimy. Karol później jedzie dalej w świat.
Karolowi jeszcze mało?
To może Karol odpowie. Poproszę go żeby odpisał 🙂
byc moze, bede jechal tak dlugo jak mi finanse pozwolą, jeszcze kilka miesięcy moge sie powłuczyć po okolicy, pierwsze tygodnie po rozlace mam nadzieje ze pomoga w podjeciu decyzji w ktora strone ruszyc
Pozdrawiam Karol!
jesli mam przyjemnosc z szefem to prosze o wyrozumiałość.
Masz rację, podróżować jest bosko🙂