Wczoraj zrobiliśmy kalkulację: żeby dojechać do Batumi i wyrobić się w czasie musimy robić ok. 100km dziennie.
Chłopaki – Janek i Franek mają 25 września samolot z Kutaisi. Z Batumi jest bezpośredni pociąg na lotnisko, a do Batumi mamy jeszcze ok 1100km.
Mając to z tyłu głowy, poczuliśmy odpowiedzialność i ruszyliśmy dziś w drogę o 12:30 😂 (wczoraj poszliśmy późno spać).

Przygotowaliśmy sobie snacki w postaci paluszków, gumisiów i innych cukrów prostych by nie zatrzymywać się na doładowywanie kalorii.
Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, ze cały ten kraj, podobnie jak USA, zaprojektowany jest głównie pod samochody. Jadąc na rowerze czuję się tu trochę nie na miejscu. Infrastruktura jest bardzo inna od tej, do której przywykliśmy w europie.
Tutaj w zasadzie nie ma mniejszych dróg łączących oddalone od siebie miasta czy wsie. Są za to zwykłe ułożone rownolegle: autostrada, wielopasmówka z dużym poboczem oraz dojazdówki wzdłuż zabudowań czy pasaży usługowych.





Pod koniec dnia był jeden podjazd, na szczycie którego wypiliśmy çay, zjedliśmy tosta i zjechaliśmy do miasta zrobić zakupy.

Mieliśmy wtedy już na liczniku ok 80km wiec pokierowaliśmy się w kierunku rzeki pod Duzce poszukać noclegu.
Na miejscu, podczas szperania przyskrzyniła nas na “gorącym uczynku” policja na motocyklach (pięknych, Africa Twinach w czarnym malowaniu).
Szykowaliśmy się na jakieś zwyczajowe pouczenie i wskazanie hotelu lub wręcz doń doprowadzenie. Zaskoczyliśmy się jednak bo zamiast tego wskazali nam na Google maps park, w którym polecili rozbić nasze namioty.
Tak też uczyniliśmy.
Choć liczyłem odrobinkę na oddalenie się od prześladujących nas dróg szybkiego ruchu (tutaj do drogi mamy jakieś 20m) to miejscówka jest dobra i mamy zadaszoną ławeczkę.
Dzisiejszy ślad ze Stravy:
Wycinki z czata
Wczoraj reszta chłopaków – Wojtek i Karol spotkali się i dzisiaj z już naprawionym napędem, ruszyli za nami w pogoń.

Po drodze Wojtek zerwał spinkę w nowym łańcuchu, kupionym jakiś czas temu w macedońskim serwisie.

Karol również zdiagnozował jakąś awarię w piaście więc zatrzymali się w Stambule by załatwić sprawy.
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Chodzę spać trochę później i mam mniej czasu na sen i odpoczynek od reszty zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku lub przesłać blika na nr. 665329661. Dzięki!










2 Responses
Chłopaki,czytamy i patrzymy na was codziennie! nic nie piszemy, bo nas wszystkich zamurowało🙂😍
Tyle determinacji w dążeniu do celu, że niejednego zawstydzicie. Aż szkoda, że po powrocie nie będziecie musieli pisać wypracowania pt.” Moje wakacje”
Chapeau bas!
Hej, dobrze to słyszeć ❤️ Bałem się, że już o nas zapomnieliście 🥺