W tych bułgarskich górach jest jakieś fatum. Mamy idealną logistycznie miejscówkę na chorowanie i odpoczynek ale timing wydarzeń jest bardzo niekorzystny dla naszej dalszej podróży.
Dziś rano, gdy wszyscy się przebudzali musiałem dać znać, że zaraza dopadła i mnie.
Nie wiemy co to. Ale zdaje się, że ja przechodzę choróbsko najciężej.
Cały dzień spędziłem w śpiworze, przemieszczając moje legowisko zgodnie z wędrówką cienia. Wstawałem tylko by dać organizmowi wyrzucić wszystko co do niego wlewałem.
O 13:00 reszta chłopaków pojechała do miasta. Dostali kurczaka z rożna od sklepikarza, którego poznałem parę dni temu i obkupili się dobrze w lokalnych lumpach.

Franek testował dzisiaj z powodzeniem patent, który umożliwia zmianę biegów w jego poturbowanym rowerze.
Janek wcześniej odłączył się od grupy i przywiózł mi zapasy świeżej, butelkowanej wody, saszetki nawadniające z apteki (ORS) i kilka owocowych musów. Dzięki wielkie 🙏🏼

Następnie oddał się dalszej przebudowie tamy, która nabrała już naprawdę imponujących kształtów.

Teraz, gdy czuje się już troche lepiej, czytam namiętnie dalsze fragmenty przygody Heinricha Harrera w Tybecie. W przerwach na kontemplację popijam (już z większą pewnością) mój życiodajny roztwór i marzę by wsiąść ponownie na rower w pełni sił.
Jutro po przebudzeniu, okaże się czy fatum powoli nam ruszyć, czy jednak będzie nam dane spędzić kolejne chwile na tej przeklętej polanie.
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Chodzę spać trochę później i mam mniej czasu na sen i odpoczynek od reszty zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki!










15 Responses
Jak przerzutka działa płynnie? Naprawą jak na apollo13
Może niedługo wrzucę filmik z jazdy l
Dzisiaj testowałam podczas wypadu na miasto i działa bardzo płynnie. Jak się to robi precyzyjnie to można zmieniać o jedną zębatkę na kasecie.
Franek
To szacun dla konstruktora
Wojtek coś złowił?
Nie było czasu ale może jutro zarzucimy spławik
Zdrówka panowie!
O głazach stojących na polanie za X-set lat: jak wieść gminna niesie kiedyś, w zamierzchłych czasach, do wsi zajechało kilku rowerzystów z Polski. Najpierw tylko rozbili obóz, żeby przeczekać trudny moment wyprawy. I kiedy już myśleli ruszać w dalszą podróż, to wtedy ziemia zaczęła do nich przemawiać. Wpierw dostali gorączki i walczyli by nie tracić zmysłów, ale wkrótce, wychodząc z maligny, odkryli jak wspaniałe jest to miejsce, które dawało im schronienie (i ryby kiedy wreszcie ten, na którego mówili Wojtek, zaczął je łapać). Postanowili zostać jeszcze jeden, a potem jeszcze następny i następny dzień, aż wkrótce pozapominali o celu swojej wyprawy, potem jak się nazywali, aż zaczęli powoli porastać mchem i w końcu zamienili się w te głazy, na znak że nigdzie spieszyć się nie warto. Do dzisiaj gdy kogoś ze wsi łapie chandra, gdy głowa strapiona, gdy dopadną życiowe wątpliwości to idzie usiąść przy tych głazach, posłuchać o ich wyprawach i jak się dobrze skupić, to można usłyszeć, że szepczą, że przygoda… to my sami
Aha, no i najważniejsze, że legenda wzięła się stąd, że mówili na nich… KAMIENIE W TERENIE!
(to mówiłem ja, Jarząbek. Tak naprawdę to jedźcie dalej zdrowi i bezpieczni i niech nam żyją sto lat)
Dzięki za legendę. Rano odczytałem do śniadania i mieliśmy chwilę pociesznej dyskusji
Dobrze Ci idzie to Twoje pisanie 😉
Dzięki, dzięki!
Organizm oczyszcza się z toksyn gotując się do dalszej drogi. Zobaczycie jakiego pałera dostaniecie.
Ogień, dym, czarne chmury.
Dzięki za dobrą wróżbę! 👊
Ochhh… przepiękna baśń. Brawo autor!!!
Nie byłoby baśni, gdyby nie było wyprawy