Dobrze umyci, wyspani, z naładowanymi powerbankami i dobrymi humorami ruszyliśmy w drogę skoro świt o 12:00.
Przejechaliśmy jakieś 15km, rapując „kolarski” freestyle w rytm piszczącego pedała Janka i przegadując sobie w parach wszystkie sprawunki zanim zmęczenie wyczyści nam mózgi z myśli.
W pewnym momencie prawdopodobnie by nie wytracać prędkości, Wojtek wyprzedził Franka „na trzeciego”. Podczas zjeżdżania na pas, którym poruszaliśmy się, niefortunnie, i z całą pewnością nie umyślnie, zahaczył o jego przednie koło tylną sakwą.
Mimo prób, Franek nie zdołał utrzymać równowagi i po chwili plątaniny przy prędkości ok 30-40km/h uderzył o asfalt.
Na początku pokrzyczał chwilę na Wojtka, usunął się z drogi wraz z rowerem i wtedy wzięła go słabość – pobladł i zaczął pocić się intensywnie.
Przygotowaliśmy mu krzesełko by sobie usiadł i rozpoczęliśmy z Jankiem inspekcję obrażeń, przemywając wszystkie rany z piachu i odkażając je.

Pomimo obtarć na całym ciele, najgorzej ucierpiała prawa ręka Franka, która musiała (jakimś cudem bo upadł na lewo) przyjąć ciężar upadku. Franek nie mógł nią poruszać w normalnym zakresie więc po konsultacji z mamą Karola, która jest lekarką, postanowiliśmy zadzwonić na pogotowie.
Podczas oczekiwania na ratowników, Frankowi wróciły siły i kolory. Czy to kwestia zejścia z szoku czy rozpoczęcia działania 600mg środków przeciwbólowych pewnie nigdy się nie dowiemy ale ulżyło nam wszystkim. Chyba równie bardzo co Frankowi.
Ratownicy przyjechali po ok. godzinie. Przemyli jeszcze raz jego rany i zabrali go, wraz z rowerem do szpitala na rentgen ręki.

W oczekiwaniu na informacje niezbędne do podjęcia decyzji o losach naszej wyprawy, reszta uczestników znalazła dogodną polankę nieopodal rzeczki.

Wojtek zajął się badaniem sytuacji około rowerowej Franka gdyż w wypadku zniszczyła się prawa klamko-manetka odpowiedzialna za zmienianie tylnych biegów.


Jest mały problem bo we współczesnych grupach gravelowych istnieją dosyć specyficzne ograniczenia jeśli chodzi o kompatybilność części. Do obecnej grupy osprzętu Franka pasują tylko współczesne komponenty SRAM. Dostępność tych części w małych miejscowościach jest raczej słaba więc jutro będziemy myśleć jak te sytuację rozwiązać. Aktualnie Franek ma „single speeda” (ma jeden bieg), a jesteśmy w górach.
Po ok 2h od rozstania z Frankiem dostaliśmy wyczekiwany telefon. Na szczęście prześwietlenie nie wykazało żadnych złamań 🙏🏼
Do miasta została wysłana specjalnie przygotowana (z pustymi sakwami) grupa do zadań specjalnych, by odebrać Franka i zgromadzić zapasy żywieniowe na jutrzejszy dzień rekonwalescencji.

To będzie tyle na dziś.
Mamy klasyczne „szczęście w nieszczęściu”. Postęp naszej wyprawy jest chwilowo wstrzymany ale, co najważniejsze, zdrowie uczestników nie ucierpiało nieodwracalnych zmian.
Sklepy i serwisy otwierają się dopiero w poniedziałek więc nawet jeśli Franek będzie jutro w stanie jechać to jego rower niezbyt.
Jesteśmy w kontakcie!
Dzisiejsze donacje z buy me a coffee , w pełni przeznaczę na naprawę roweru Franka. Jeśli ktoś ma ochotę wspomóc nas w naszej podróży i umożliwić szybki powrót Franka na drogę zapraszam do zrzutki. Pozdrawiam i z góry wielkie dzięki!










7 Responses
Franek trzymaj się tam i kuruj, żeby ręka wydobrzała do następnego spływu! Zaraz kajaki będziemy rezerwować! Pozdrówka dla całej ekipy.
Dora
Dzięki za wsparcie, kilka dni i się wyliże!
Franek
Wyrazy wsparcia dla poszkodowanego ziomka, cała południowa część Warszawy trzyma kciuki za szybki powrót do zdrowia i kolejne kilometry w drodze ❤️
Pozdrowienia również dla wszystkich uczestników tripa, jesteście inspiracją!
Poszkodowany Franek w szpitalu dostał ksywę „mumia”. Jest już z nami w obozie. Kciuk nastawiony więc nawet ma ręce sprawne. Teraz kwestia bryki :))
Co za wpis! Jednocześnie emocje i żarciki! BTW – jestem szalenie wdzięczny za tego Twojego bloga i Waszą wyprawę, bo w toku czytania zacząłem zataczać palcem po mapie coraz większe kręgi i już myślę, czy by sobie nie zaplanować na przyszły rok jakiejś nieco dłuższej wyprawy. Pewnie w związku z tym będę miał trochę pytań odnośnie przygotowań i ekwipunku, np. bardzo mnie interesuje gospodarka ubraniowa na takiej wyprawie
Super! Cieszę się, że mogliśmy zainspirować Cię do planowania swojej własnej przygody. Ona tak naprawdę zaczyna się właśnie w momencie gdy zaczynasz patrzyć na mapy, potem przygotowania fizyczne, sprzętowe, logistyczne etc. To wszystko jest jej cześć. Sama podróż to tylko jakiś procent! Z doświadczenia widzimy, że dobre przygotowanie bardzo oddaje podczas wyjazdu.
Śmiało pisz na insta lub kontakt@kamieniewterenie.pl z pytaniami!
Pozdrawiamy!
Dziękuję bardzo mamo, chłopaki o mnie świetnie dbają i udało się załatwić klamkomanetke. Jutro ruszamy dalej!
Pozdrawiam i ściakam
Franek