Nasze ciała są eksploatowane na każdy możliwy sposób. Utrzymanie standardów higieny, żywienia, snu etc., których doświadczamy w codziennym życiu, jest nie możliwe.
- Rzadko jesteśmy dobrze domyci bo woda jest zimna lub jest jej mało
- Mamy zmęczone, nie w pełni zregenerowane mięśnie bo nie ma czasu na regularne „rest days”.
- Mamy ubitą, stwardniałą i znieczuloną skórę na tyłkach w miejscu gdzie dotyka ona siodełka
- Niektórzy częściowo stracili czucie lub nawet pełnię władności w dłoniach od ciągłego uciskania nerwów

Jedni znoszą to lepiej, inni gorzej. Wszyscy wybieramy ignorować to i napieramy dalej. Odpuszczamy tylko gdy dzieje się coś co jest naprawdę krytyczne dla naszej misji np. zahaczenie o serwis rowerowy, naładowanie elektroniki czy coś zdrowotnego.
Dzisiaj, na szczycie przełęczy (1500m), dotarł do nas zbliżający się zachód słońca, chłod i zmęczenie.

Mi skończyła się bateria w powerbanku, a kilka z naszych rowerów wymaga napraw:
- Niedopasowane łańcuchy sram u mnie i Janka
- Zerwany łańcuch Karola
- Rozklekotane, tanie pedały Janka, które kupił w Macedonii
Na początku, podczas zjazdu trochę wybrzydzaliśmy by uniknąć wysokich cen za nocleg ale gdy zobaczyliśmy jak dużym miastem jest Smolyan dotarło do nas, że tutaj można upiec kilka pieczeni na jednym ogniu.
Na booking znaleźliśmy więc nocleg za 15 euro na osobę i oddaliśmy się z zachwytem luksusom oferowanym przez cywilizację.


Zdjęcia z dziś:



Ślad ze stravy:
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Muszę też chodzić spać trochę później, a przez to mam mniej czasu na sen i odpoczynek niż reszta zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki!










2 Responses
Mocny post, nie poddawajcie się 🫡
Ładujemy baterie i jedziemy dalej. O poddawaniu na razie nie ma mowy 🙅♂️