Macedońska wieś zachwyciła nas swoją surowością. Wąskie, górskie uliczki, kręte piaszczysto-szutrowe ścieżki, suche lub wręcz spalone trawy i drzewa oraz koślawe płoty zrobione z badyli. Do tego znudzone, leżące na spękanej ziemi bydło, stada kóz i owiec wypasane przez zamyślonych pasterzy i lokalni, którzy patrzą nas z lekkim niedowierzaniem i ciekawością.

Dzień był pełen przygód. Właściwie, biorąc pod uwagę to ile się stało, mógłby być jedną oddzielną pełnoprawną przygodą.
Zaczęliśmy dzień jadąc wzdłuż autostrady do Shtipu, gdzie o 12:00 zrobiliśmy zakupy. Janek miał też tam swoją pierwszą awarię tego dnia:

Po szybkim lunchu, postanowiliśmy wybrać się dalej ścieżką „bardziej krajoznawczą”.


Trasa była przepiękna lecz bardzo wymagająca, z długimi szutrowymi odcinkami o stromych gradientach i kłujących do krwi krzewach.

Po drodze okazało się, że ok 60km dalej, nad Jeziorem pod Strumicą spotykamy się z tatą i rodzeństwem Tadka, którzy wracali z Grecji kamperem.
Postanowiliśmy, że zmodyfikujemy trasę by dojechać do celu trochę efektywniej.

Po chwili zjazdu fajnym asfaltem i serwisówką wzdłuż autostrady, wjechaliśmy na wiejskie drogi by trafić nad umówione jezioro.

Asfalt szybko się urwał, zaczęło się robić trochę późno i wtedy rozpoczęliśmy „walkę o przetrwanie”. Drogi okazały się mocno zarośnięte, błotniste i bardzo wyrobione koleinami, a na sam koniec los rzucił nam piaszczyste podjazdy o wzniosie ok 15-20%.
Awarie poza szlakiem poleciały jedna za drugą:
- Frankowi wkręcił się w koło klapek co złamało mu spaw w bagażniku
- Jankowi poszła 2-ga szprycha
- Karol złapał kapcia



Pokonywane kilometry kosztowały nas dużo czasu i energii. Zrobiło się ciemno, a my nawet nie mieliśmy dobrej miejscówki na nocleg. Liczyliśmy na światło dzienne, które ułatwia szukanie równej trawki.

Stanęliśmy sobie na 2-giej czy 3-ciej płaskiej polance, którą napotkaliśmy i rozbiliśmy obóz. Mieliśmy też krótką rozmowę z przejeżdżającymi mieszkańcami, którzy po krótkiej namowie zgodzili się na nasz nocleg.
Jakiś ok. 22 podjechał do nas pan Paweł i przywiózł baniaczki z wodą co ułatwiło nam bardzo biwakowanie.
Dzisiejszy ślad ze stravy:
Dzień 20
Rano zapakowaliśmy kolejną partię niepotrzebnych rzeczy do kampera rodziny Sobczyków.
Z kilku względów potraktujemy ten dzień potraktujemy jako organizacyjny:
- Rozstajemy się z Józkiem i Tadkiem, którzy odbijają do Tesaloników
- Franek chce kupić nowy bagażnik w Strumicy
- Janek potrzebuje kolejną partię szprych
- Jadący do Gruzji chcą przeplanować traskę by uniknąć szutrowych gór w Bułgarii i Turcji i wgrać ją do komputerków nawigacyjnych
- Zrobimy panie i naładujemy elektronikę
- Odpoczniemy
W związku z tym z dnia 20 posta nie będzie. No chyba, że się bardzo wynudzę ale właśnie zacząłem czytać „7 lat w Tybecie” i bardzo się wkręciłem więc biorę na dziś wieczór urlop.
Pozdrawiam wszystkich czytających i dziękuję serdecznie za wsparcie przez „buy me a coffee”.

Dzięki waszym kontrybucjom bez zastanowienia kupuje dodatkowe pakiety danych i mogę pomagać w nawigacji oraz organizacji wyjazdu.
Bez was budżet mógłby mi nie pozwolić na codziennie wpisy!
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Muszę też chodzić spać trochę później, a przez to mam mniej czasu na sen i odpoczynek niż reszta zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki!










8 Responses
i to jest ciekawa literatura faktu! 🙂
🙏🏼 Starałem się
Ale przygód, jak na jeden dzień!
Bardzo się dobrze spało tej nocy 🤣
Gracie jak komboje po prerii
Te prerie są tak piękne 😍
Wspaniała ta Wasza wyprawa,
ale dla mnie niewyobrażalnie wyczerpująca.
Tym bardziej podziwiam wysiłek i hart ducha z jakim pokonujecie trudności,
Kasia mama Jasia.
Jest wyczerpująca. Trzeba dbać o siebie i karmić się dobrze.