Dzień 15 | Serbski ukrop

Dziś upał odebrał mi całą energię więc post jest krótki.

Dzisiejszy dzień był dla mnie dość trudny termicznie. Czuję się całkiem wyczerpany więc piszę wpisik podczas gdy Karol pichci nam bolognese.

Rano pośpieszył nas rolnik, który przyjechał zebrać bale z pola obok.

Podczas końcówki śniadania ujrzeliśmy go na horyzoncie i w ok 20min wszyscy byli gotowi.

Wiatr wiał nam większą część dnia od frontu. Do 13 mieliśmy zrobione ok 60 km. Lidl to nasz ulubiony sklep w Serbii więc jeśli go widzimy około południa to tam robimy zakupy.

Po 2h przerwy ruszyliśmy w najgorszy ukrop o 15. Ok 16 mieliśmy największy podjazd dnia, na szczycie którego troszkę nas przegrzało.

10min przerwy przed 20km zjazdów i szukania miejscówki

Pod najbliższym sklepem załadowaliśmy full litraż wody na wypadek gdyby pobliska rzeka nie nadawała się do pływania.

Przerwa na piwka zero, lody i nabieranie wody. Większość małych sklepów w Serbii ma kilka lodówek pełnych napojów i piw, w tym duże butelki z wodą.

Mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca do spania. Tutaj chyba większość ziemi jest sprywatyzowana jeśli nie jest użytkowa, zobaczymy jak będzie dalej.

My zgubieni po środku pola szukając kawałka niczyjej trawki.

Rozbiliśmy obóz na fragmencie pola, które wyglądało na najrówniejsze i takie, które nie przebije nam materacy.

Może rano nie spotkamy rolnika.

Kilometraż był niezły jak na dzień z wiatrem w twarz:

Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Muszę też chodzić spać trochę później, a przez to mam mniej czasu na sen i odpoczynek niż reszta zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki! (No pressure, dostałem kilka takich sugestii i stąd ten ruchyy :))

Przeczytaj sobie coś jeszcze