Dzisiaj trochę opóźnień z tytułu awarii rowerowych. Janek podczas rutynowego czyszczenia napędu zorientował się, że mu bije koło. Po bliższej inspekcji okazało się, że pękło mu kilka szprych.

Gdy ruszyliśmy w drogę tempo było bardzo dobre. Utrzymywaliśmy ok 24-32km/h. Jazdę w peletonie mamy już nieźle opanowaną. Potrafimy utrzymać szyk przez kilkadziesiąt kilometrów. Tak naprawdę dopiero gdy wjeżdżamy do miasteczek lub gdy napotykamy zmianę nawierzchni peleton rozbija się i dezorganizuje. Wymaga to jednak sporej ilości skupienia.
Wciąż są różne teorie i wykonanie najbardziej efektywnego doboru tempa. Jedni bardziej trzymają średnią prędkość, a inni zwalniają podczas podmuchów wiatru czy na lekkich gradientach.
Ja osobiście jestem zwolennikiem teorii “trzymania watów” co daje dosyć stabilne tempo. Jednak w przyrodzie występują drobne różnice. Raiderzy o lżejszej posturze, mniejszym bagażu czy mniejszym oporze aerodynamicznym czasem “zaciągają” tzn. wychodząc z zakrętów lub napotykając inne spowalniacze odczuwają mniejszy opór i rozciągają peleton.
To powoduje, że osoby w końcowej części peletonu odczuwają efekt “korka samochodowego”. Dodają gazu po czym muszą hamować co sprawia, że poruszanie się jest bardziej męczące i mniej efektywne. Odstępy zmniejszają się i zwiększają jak harmonijka. To na dłuższym dystansie staje się dosyć męczące. Może być też niebezpieczne gdy dorzucić do tego dziury w drodze i wymijające nas samochody.
Stabilne tempo, w którym nikt nie wymija się jest prawie niemożliwe do utrzymania ale wg. mnie jest czymś do czego powinniśmy dążyć dla przyjemności z jazdy, bezpieczeństwa i efektywności pożytkowanej energii. Jednak interwały bardzo wymęczają.

Dziś z Tisza-wałem rozstajemy się. Dalej będziemy jechać wzdłuż Dunaju aż w końcu go przetniemy i pojedziemy dalej, a on popłynie w kierunku Rumunii.
Serbia jest bardzo stereotypowo bałkańska. Na ulicach są Łady i Zastawy, wzdłuż zbiorników wodnych są (imo post radzieckie) nie zmodernizowane ośrodki wypoczynkowe w stylu starego ośrodka Wisła.

W radiu leci muzyka dominowana melancholijnymi męskimi głosami i akompaniamentem akordeonów. Na ulicach są mocno opaleni ludzie o rysach i obyciu, które bardzo przyciąga naszą uwagę. W sklepach jest niby wszystko co u nas ale jednak ten wybór odbieram tak jakby próbowali imitować “dobrobyt”.

Teraz siedzę na krzesełku pod właśnie takim bałkańskim ośrodkiem i pisze bloga bo Jankowi poszły kolejne szprychy i razem z Wojtkiem wzięli się za serwisowanie.

To tyle na dzisiaj. Jak wszystko pójdzie dobrze to śpimy dziś nad Dunajem.
Ślad ze Stravy:
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Muszę też chodzić spać trochę później, a przez to mam mniej czasu na sen i odpoczynek niż reszta zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki!










7 Responses
Pozdrawiam całą Załogę! Czytam ten blog z zapartym tchem! Bezpiecznej drogi i mnóstwa niezapomnianych przygód!
Przygody trwają! Dzięki za dobre życzenia 🙂
Kurcze, kawał wyprawy. Dzięki za bloga – otwiera oczy na tego typu wyczyny.
Hej ekipo. Trzymam kciuki, oby rumaki się spisały, a wam sił fizycznych i mentalnych starczyło. Witold Rygiel
Nwm jak długo będziecie w Serbii i czy już każdy ogarnął sobie internet, ale w razie czego jest apka orange flex, zakladasz sobie nr na e-sim i na ten moment 7GB internetu na tydzień w Serbii kosztuje 17zł.
1GB*
Dzieki!