Serwus!
Jestem Józek, dzisiaj zastąpię naszego kochanego redaktora i opowiem wam co nieco o moich rowerowych harcach.
Od malutkiego jeździłem rowerem. Do przedszkola z tatą, na rodzinne wycieczki do Zalesia i później do szkoły. W czwartej klasie, zainspirowany zajawką mojego starszego brata oraz taty, zacząłem trenować kolarstwo i tak to się potoczyło. Pojeździłem na szosie i przełaju z 4 lata, po czym z różnych względów odpuściłem sobie „poważne” trenowanie.

Szybko zastąpiłem pedałowanie wszelkimi innymi aktywnościami sportowymi. Natomiast rower pozostał moim głównym środkiem transportu.
Dwa lata temu mój brat pojechał na pierwszego tripa rowerowego do Chorwacji, a teraz towarzyszę mu w nieco większym przedsięwzięciu. Niestety muszę od razu powiedzieć, że razem z Tadkiem żegnamy się z chłopakami na granicy macedońsko-greckiej i z Saloników wracamy do domu.
No, to tyle o mnie.
Za nami dziesiąty dzień podróży. Coraz bardziej dostrzegalne są sprzeczne wizję na ten wyjazd i różnice na wielu płaszczyznach. Jest to powód różnych spinek i konfrontacji, co jest równie naturalne na takich wyjazdach jak obtarte perineum.
Głównym obszarem sporów jest ilość kilometrów przeznaczona na każdy dzień oraz ogólny rytm dnia. Jest to zrozumiałe, gdyż chłopcy z jednej strony mają niewiele czasu, a duży dystans do pokonania, aby dotrzeć do Kutaisi. Z drugiej, dystans to nie wszystko, co się liczy.
Póki co radzimy sobie naprawdę dobrze z rozwiązywaniem konfliktów i atmosfera jest gorętsza tylko w przypadku pustych żołądków.
Dzisiejszy dzień spędziliśmy na już ikonicznym Tisza-wale. Tadek został poczęstowany węgierskim „winem” nalewanym z kanistra i udało się podjeść dzikich śliwek, a nawet trochę fig – prosto z drzewa!



Biwakujemy nad pięknym stawem rybnym, przypominającym nam z lekkim utęsknieniem o ośrodku Wisła. Przed nami pierwsza burzowa noc – jutro update, czy tropiki zdały egzamin!

Ślad z dziś na stravie:
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Muszę też chodzić spać trochę później, a przez to mam mniej czasu na sen i odpoczynek niż reszta zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki! (No pressure, dostałem kilka takich sugestii i stąd ten ruch :))










8 Responses
Węgier częstujący winem Tadka rowerzystę w koszulce z grafiką rowerową i napisem, że w życiu przede wszystkim chodzi o równowagę. Fakt że bez wina o równowagę trudno.
punkcik za spostrzegawczość!
Zawartość butelki nie wygląda na winko, tylko na coś o większym potencjale 😉 Jak smakowało?
Napisane ,,winem”
Tadek mówi, że super ale zakazaliśmy picia alkoholu w peletonie więc tylko spróbował 🙂
Rys biograficzno-historyczny Józka wnosi nowy 'flavour’ do i tak przecież spektakularnie udanego bloga! 🙂 Myślę, że to dobry pomysł by po kolei stopniowo przedstawić każdego z uczestników tej mega wyprawy. Tadek Węgier dwa bratanki!
Dzięki. Chłopaki piszą tylko jeśli mają ochotę. Zobaczymy ilu z nich znajdzie chwilę by coś naskrobać.
To piszę ja, trener II-giej klasy, tata JKJ. Czuwaj!