Aktualności z Grecji, Dni 21 i 22 – Józef Ciechomski | Post Gościnny

Józek i Tadek dają znać jak żyją w Grecji po rozstaniu z tymi, którzy pojechali dalej.

Serwus! Tu znowu Józek.
Opowiem wam po krótce co wydarzyło się od naszego rozstania z chłopakami.

Dzień 21

Zaczęliśmy od szybkich zakupów w Strumicy, aby uchronić nas przed cenami w strefie euro i ostatni raz zaznać macedońskiej tanizny.

Po długim podjeździe i stromym zjeździe dotarliśmy nad jezioro Dojran – malowniczy zbiornik wodny, położony na granicy macedońsko – greckiej.

W pobliskim mieście o tej samej nazwie wsunęliśmy pizzkę i burgera.

I w końcu, po dwóch tysiącach kilometrów, dotarliśmy do Grecji!

Po dłuższych poszukiwaniach i pomocy bardzo miłej pani, znaleźliśmy sklep, gdzie zaopatrzyliśmy się w niezbędne produkty – wodę i piwka zero. Po wymianie kilku uśmiechów i rozmowie na migi z lokalnymi barowiczami, cofnęliśmy się nad jezioro Dojran, gdzie spodziewaliśmy się znaleźć dobrego spota do spania. I nie zawiedliśmy się.

Myślę że foty wyrażą więcej niż moje ubogie słownictwo.

Było dużo chillowania, sporo kąpania i szczypta komarów. Skubańce przyspieszyły naszą dobranockę i o 22 zakończyliśmy ten sielankowy dzień.

W nocy obudziły nas dźwięki motorówki rybaków, trochę nas zestresowali, bo kto tu odrozni kuter rybacki od straży granicznej ale na szczęście obyło się bez kłopotów.

Dzień 22

Rozpoczęliśmy o 10 (wybacz Wojtku tę okropną nieproduktywność) zjedliśmy tosty, poopalaliśmy się i wykąpaliśmy. Znowu rybacy zakłócili nasz spokój ducha – gdy stalismy po kostki w wodzie, tak jak nas bozia stworzyła, akurat postanowili wyruszyć na łowy.

szybki pit stop na figi

Po 30 kilometrach, które minęły nam niewiadomo kiedy rozpoczęliśmy atak szczytowy do miejscowości Kilkis, po (o zgrozo!) pięciokilometrowym podjeździe dojechaliśmy w końcu do miasta, gdzie postanowiliśmy się stołować w lokalnej restauracyjce z wybornym tzatzyki.

Odbębniliśmy zakupy w lidlu, po czym postanowiliśmy poczekać aż skończy się grecka sjesta i otworzy się lokalny second hand.

Przy okazji Tadek wykorzystał swoje lingwistyczne umiejętności do rozmowy z przemiłym panem, po rosyjsku.

Niestety misja lumpeksowa skończyła się fiaskiem, gdyz dla Greka sjesta kończy się gdy on zechce, a nie gdy jest pora otwarcia sklepu.

Nieco zdołowani ruszyliśmy nad oddalone o 25 kilometrów jezioro, nad którym chcieliśmy dzisiaj obozować.

Trudno opisać nasze zdumienie, gdy zobaczyliśmy, że w miejscu jeziora znajduje się ogromna, piaszczysta równina. Jak się okazało jedno z niewielu słonych jezior w Grecji, z powodu suszy wysycha w lato.

Aby uchronić się od szalejącego wiatru i móc w jako takim spokoju ugotować kolację, stworzyliśmy prowizoryczny parawanik.

Kolacja była iście grecka – ciepła pita z tzatzykami, a do tego po kieliszku wybornego, macedońskiego wina.

To tyle od nas – następny wpis będzie prosto z jednej z greckich plaż.

Pozdro!

Btw. nie jesteśmy wspierani przez żadną z firm produkujących wspominany sprzęt i usługi (chociaż pewnie byśmy chcieli 😉). Polecamy to co się sprawdziło i z czego korzystamy. W razie pytań zapraszamy do kontaktu na kontakt@kamieniewterenie.pl

Dzięki za Twoją chwilkę. Może udostępnisz? Albo zostaw komcia tam niżej.

Daj sobie. Przecież nie każdy trafia na takie fajne blogi 🫠.
Chcesz dostać powiadomienie o następnym wpisie?

Jeśli gwiazdy ułożą się w odpowiednią formację, mój projektowany na kolanie blog wyśle Ci powiadomienie prosto do skrzynki.

Pomyśl sobie o tej satysfakcji gdy jako pierwsza/y powiesz w rozmowie "widziałaś nowy post KWT???"

Jedna odpowiedź

Szepnij nam dobre słówko 🤗

Przeczytaj sobie coś jeszcze