Przekąpaliśmy się jeszcze raz rano i pożegnaliśmy się z Eliaszem wymieniając się kontaktami.
Powiedział nam wtedy o ciekawym zwyczaju. W Mołdawii podróżnicy przed wyruszeniem w drogę siadają na chwilę by zebrać energię i pobyć jeszcze chwilę w spokoju.
Bardzo nam się ten zwyczaj spodobał więc usiedliśmy na kamieniach nieopodal rzeki i pokontemplowaliśmy sobie.

Na parkingu przy wyjeździe zauważyliśmy zapięty rower poznanego w trakcie wyprawy Simona. Mając na ten dzień dosyć pełny grafik, nagraliśmy tylko zabawny filmik, który mu później wysłałem ku jego rozbawieniu.
W tej części Gruzji buduje się bardzo specyficzne domy, przypominające mi coś w stylu bogatych domów właścicieli plantacji bawełny na podmokłych terenach na „dzikim zachodzie” (obrazek w mojej głowie wywołany grą Red Dead Redemption 2).


Któryś dzień już nurtowała nas kwestia jednego z owoców, którego nazwy nie znamy. Może ktoś z czytelników podpowie co to jest?


Droga do Kutaisi była bardzo malownicza, ale poziomy energii mieliśmy dosyć niskie. Podejrzewamy spadek ciśnienia spowodowany deszczową pogodą. Jechaliśmy z tego powodu tempem „wycieczkowym”, zatrzymując się dużo i delektując otoczeniem.




Cały dzień przeplatany był chwilowymi mżawkami, z których nic sobie nie robiliśmy lecz w okolicach zmroku zatrzymaliśmy się by coś przekąsić i przeczekać najsilniejszy opad.
Na miejscu, jak w wielu miejscach w Gruzji napastowały nas „dzikie” psy. Karol kupił im karmę więc zorganizowaliśmy szopkę na całe miasteczko, próbując nakarmić je tak by nie pozabijały się wzajemnie.
Tam też zadzwoniliśmy do Wojtka, który zaproponował wzięcie na dwie noce bardzo przystępnego cenowo hotelu w Kutaisi na co przystaliśmy z entuzjazmem. Rozbijanie obozu w deszczu nie należy do przyjemnych czynności.

Hotel okazał się być pięknym 120 letnim domem, urządzonym z wielkim wyczuciem.
Wieczór spędziliśmy wymieniając się doświadczeniami ostatnich dni oraz pijąc herbatkę z właścicielką.
Dzisiejszy ślad ze Stravy:
Wycinki z czatu
Wojtek zjechał z Kaukazu i spędził część dnia zwiedzając Kutaisi, zanim do niego dołączyliśmy o czym napisał na stravie:
Zostań współproducentem przygody, którą przeżyjesz z nami!
Wsparcie czytelników to realne „paliwo” dla tej i następnych wypraw. 5 zł = pakiet danych i wieczorny wpis. 50 zł = woda i węglowodany na 1 dzień pedałowania. 100 zł to już realna pomoc, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli oraz inwestycja w jakość i rozwój dokumentacji. Aby mnie wesprzeć, użyj poniższego przycisku lub puść blika na nr. 665329661










4 Responses
Ten owoc to być może hurma (inaczej – persymona) 🙂
Tak samo pomyślałem! Dajcie chłopaki zdjęcie z liściami to botanik wam oceni 🙂
!-!52y+
Można je kupić w 🐞 pod nazwą kaki (made in Izrael) a w Turcji nosi nazwę szaron i są lepsze niż te z 🐞
Dzięki!