Rozpoczęliśmy ten wielki dzień powoli, doceniając widoczki, kąpiąc się w morzu i słuchając szumu fal.


Do przejechania było niewiele ale mieliśmy już trochę dosyć tych wielopasmówek więc ociągaliśmy się pod sklepem, zasiedzieliśmy się na kawce i snuliśmy się odrobinę podczas jazdy.

Po drodze wzdłuż morza mijaliśmy piękne, ośnieżone szczyty i przebijaliśmy się wieloma tunelami zapchanymi zakorkowanymi tirami.



Przejście graniczne było odrobinę przytłaczające ze względu na informację o doświadczeniu Wojtka, który był tam “trzepany” w poszukiwaniu złota oraz niesamowity tłok.
Jednak na pierwszej bramce Tureccy celnicy przywitali nas uśmiechem i bardzo niespodziewanie ustawili nas do zdjęcia (nauczeni doświadczeniem sfrustrowanych urzędników na granicy z Macedonią ustawiliśmy się najpierw gęsiego, myśląc, że znowu nie podoba im się nasza dezorganizacja 😅).
Faktycznie po okazaniu dokumentów zostaliśmy skierowani do terminalu przypominającego lotnisko, na którym poproszono nas o zdjęcie bagaży z rowerów i ułożenie ich na wielkiej taśmie z x-rayem. Naszczescie najgrubsza kontrabanda jaką mieliśmy to muszelki więc obyło się bez dramatu.

Gruzja przywitała nas pięknym zachodem słońca i kompletną zmiana infrastruktury. Zamiast głośnych dróg szybkiego ruchu, małe ciche uliczki, świerszcze i oświetlone wodospady.


Kręciliśmy na ten moment korbami przez ostatnie 48 dni i każdy przeżywał te chwilę na swój sposób. Karolowi trochę opadły siły, Janek i Franek poczuli smutek związany z końcem wyjazdu, a ja zachwycałem się satysfakcjonującym widokiem wiedząc, że jeszcze parę dni przede mną.


No i dojechaliśmy. Trochę ciężko w to uwierzyć. Pewnie ogrom tego przedsięwzięcia dotrze do na wszystkich dopiero po powrocie. Niby to zwykły dzień jak każdy inny ale jednak przekraczanie granic niesie ze sobą dużo ekscytacji nieznanym i satysfakcji spowodowanej zakończeniem jakiegoś etapu.

Dzisiaj nasz ostatni wspólny biwak z Frankiem i Jankiem. Jak się dobrze ułoży wjedziemy jeszcze jutro razem do Batumi gdzie każdy ma do załatwienia jakieś sprawy.
Chłopaki potrzebują kartony, do których zapakują swoje rowery. To pozwoli im zabrać je do pociągu, a później nadać na lotnisku w Kutaisi. Ja z Karolem zrobimy pranie i podładujemy elektronikę, a gdy starczy czasu chętnie spróbujemy lokalnych kulinariów i zobaczymy miasto.
Ale o tym już w jutrzejszym blogu!
Dzisiejszy ślad ze Stravy:
Wycinki z czatu
Wojtek wjechał już w Kaukazkie góry.

Zostań współproducentem przygody, którą przeżyjesz z nami!
Wsparcie czytelników to realne „paliwo” dla tej i następnych wypraw. 5 zł = pakiet danych i wieczorny wpis. 50 zł = woda i węglowodany na 1 dzień pedałowania. 100 zł to już realna pomoc, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli oraz inwestycja w jakość i rozwój dokumentacji. Aby mnie wesprzeć, użyj poniższego przycisku lub puść blika na nr. 665329661










9 Responses
Gratulacje!
☺️ Dzięki!
Łoł nareszcie, faktycznie te ponad czterdzieści dni, robi kolosalne wrażenie.
Jeju to już zaraz koniec! Wielki szacun Panowie. Układa się to wszystko w piękną historię 🙂
Jesteście wspaniali! Gratulacje! Dziękuję za tę niesamowitą podróż z Wami. M.
A czy przemyt muszelek poszedł gładko ?
Czekamy jutro na chłopaków:)
U nas pogoda do pedałowania idealna !!!
Strasznie jestem ciekaw CO byście chcieli zjeść i o CZYM mażycie do jedzenia po powrocie ???
W przyszłym roku jadę z Wami 🙂
…….tylko muszę kupić sobie krzesełko !!!!
Kawał roboty, przygody. Ta podróż zostanie w waszych komórkach do końca życia.
Brawo, pięknie, jesteście wspaniali