Od razu po wyjściu z namiotu poczuliśmy zapach palonego wilgotnego drewna.
Okazało się, że nad naszym jeziorkiem pojawiło się 4 wędkarzy i w mini piecyku opalanym drewnem pichcili sobie çay.
Gdy zobaczyli w naszym obozie większe poruszenie, zaprosili nas na herbatkę i poczęstowali simitem (takie bajgle z sezamem).

Dołączyliśmy do ich krzesełkowego kręgu z naszym śniadaniem i porozmawialiśmy sobie trochę przez tłumacza o naszej wyprawie oraz ich kulturze i kuchni. Jeden z nich opowiedział mi również o swoich ostatnich przemyśleniach dotyczących piramidy finansowej, w której bierze udział i zaprosił mnie do niej 🙂

O 11:30 pożegnaliśmy się jednak i wyruszyliśmy w drogę.
W okolicach miejscowości, w ktorej spaliśmy minęliśmy już zjazd na Ankarę więc wjechaliśmy w obszar odrobinę mniej cywilizowany. Ja osobiście czekałem na ten moment i Turcja nie zawiodła.




Na koniec dnia stanęliśmy w miejscowości Atkaracalar by złapać na mieście kolację i zakupić śniadanko. To już powoli nasz turecki zwyczaj – siadamy sobie z zimną colką przy stoliku z widokiem na ulicę i wspominamy wydarzenia dnia.
Po zmroku zaczęliśmy kierować się w stronę pól poza miastem by znaleźć nocleg. Janek jeszcze przystanął w sklepie po butelkę Limonaty (mój i Janka ostatnio ulubiony napój) gdy zaczepił nas elegancki facet pytając co tu robimy.
Korzystając z okazji zapytałem czy miałby jakąś sugestię gdzie możemy się rozbić i tradycyjnie rozpoczęło się miejskie zamieszanie z nami w centrum. Wszyscy chcieli nam pomóc, proponując çaj, jedzenie i ostatecznie również wskazując dogodne miejsce na nasze namioty.
Stary szef z młodym szefem wsiedli do białego BMW i kazali za sobą podążać obiecując źródełko z ciepłą wodą.


Nie skłamali. Woda w źródełku jest cieplutka więc wypluskaliśmy się w niej bez wstydu (mimo, że oryginalnie to pewnie wodopój dla bydła).
Rozbiliśmy namioty na pobliskim polu i powoli kierujemy się do spania bo dzień był długi i pełen wrażeń.
Btw. Dziękuję wszystkim czytelnikom za słowa wsparcia w komentarzach pod ostatnim postem. To wiele dla mnie znaczy, że wciąż czytacie. Każde dobre słowo napędza mnie do działania. Pozdrawiam 👋🏼
Dzisiejszy ślad ze stravy:
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Chodzę spać trochę później i mam mniej czasu na sen i odpoczynek od reszty zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku lub przesłać blika na nr. 665329661. Dzięki!










13 Responses
jestesmy i czytamy! dzieki za updejt
Czytamy na okrągło.Najpierw z ciekawości, potem dla utrwalenia. Miło patrzeć na uśmiechnięte twarze. ❤️
🥰
Czytamy, czytamy. Jak tu nie czytać! Mujborze co ja będę czytać przed robotą jak skończycie podróż 🙁
Karol ciśnie dalej po 28 września. Może coś czasem wrzuci. Józek płynie żaglowcem do Brazylii, a ja zbieram na następne wyprawy i może coś powrzucam w międzyczasie.
Catching up with your trip. Looks awesome! Keep it up!
Cheers!
Thanks! Someone from Luleburgaz id guess?
Someone from back in Warsaw 🙂
fajne klimaty, a jak reszta ekipy?
Chłopaki spotkali po drodze solo bikepackera i sobie z nim aktualnie jadą. Wychodzi im tak po 90-100km dziennie jak nam. Możliwe, że poczekamy na nich jeden dzień nad morzem czarnym bo mamy dobry czas jeśli utrzymamy takie tempo. Jeśli oni nadłożą 20-30km dziennie to się akurat złoży bo za 3-5 dni już będziemy.
Czytamy, te pejzaże tureckie niesamowite!
Jakieś zwierzaki dzikie się zdarzają?
W Turcji bardzo mało bo jedziemy wzdłuż większych dróg. Wcześniej zające, jeleniowate ale nic jakiegoś ekstra tbh. Chyba nas jest trochę za dużo i się orientują.