Dzień 33 | Stambuł – miasto organiczne

Pokochałem Stambuł mimo doznanej na dużą skalę turystyfikacji. Trzymam kciuki za to, że jednak zachowa jeszcze na długo swój niepowtarzalny charakter.

Luleburgaz, w którym dziś spaliśmy, przekroczylo wszelkie nasze oczekiwania. Jest żywe, przystępne cenowo i mają świetną infrastrukturę noclegową dla turystów rowerowych.

İnanç Zorlutuna, który prowadzi Luleburgaz Bicycle Academy jest po prostu legendą, a miejsce, o którym pisałem wczoraj, jest totalnie unikalne.

Sylvester i İnanç przy porannym serwisie

Dziękujemy za pomoc, pozdrawiamy i życzymy spełnienia marzenia o własnej długodystansowej podróży rowerowej 🤗

Ale nie o Luleburgaz jest dzisiejszy wpis lecz o mieście, którego nie trzeba przedstawiać.

Ze względu na rozdzielenie ekipy, Franek, Janek i Ja zdecydowaliśmy, że skorzystamy z okazji i wpadniemy na 24h do Stambułu.

Ogarnęliśmy najtańszy hotel w samym Centrum – w nabrzeżu Eminönü, w dzielnicy Fatih i wsiedliśmy z rowerami do Busa by pominąć, oddzielające nas, 150km autostrady.

Nie mieliśmy odpowiedniego klucza by zdjąć koło w rowerze Franka więc zajął połowę luku bagażowego 🥶

W autobusie Pamukkale w cenie był barek, dostaliśmy lody w kubeczku oraz napoje i słodycze jak w samolocie. Totalnie niespodziewane, także poczuliśmy się jak paniska.

Sam proces organizowania tego przejazdu, to jak wyglądają stacje itp. dał już przedsmak samego Stambułu i zakładam, że większości Turcji. Nic nie jest stworzone pod turystykę rowerową. Natomiast rowery im w tym chaosie nie przeszkadzają.

Terminale autobusowe na stacji Istanbul Esenler Otogari

Na miejscu byliśmy ok 13:30, więc pognaliśmy rowerkami by czym prędzej zostawić graty w hotelu.

Okolica naszego noclegu
Po raz pierwszy od początku wyjazdu zobaczyliśmy morze – w tle Morze Marmara. Co dziwne, praktycznie całą długość wybrzeża jest zagospodarowana na drogi szybkiego ruchu więc musieliśmy się nieźle najeździć by wodę zobaczyć z bliska 😢

Plan na dzień był prosty – jeść tureckie przysmaki i doświadczyć atmosfery z perspektywy roweru.

Niestety, mimo że lokali jest multum to ten obszar (Eminonu) jest 100% dedykowany turystyce. Żeby znaleźć ukryte perełki trzeba by zrobić porządny research na co nie mieliśmy za bardzo czasu.

Nasz obiadek – 4.5/10.

Dużo lepiej było już w Beyoglu – Kabataş. Tutaj w lokalu Dolce Profiterol zjedliśmy profiterole z lodami, popiliśmy Limonatą i sfiniszowalismy Çay-em (herbatką).

Ogólnie pyszne ale totalnie rozpieściło nas Balaban Dondurma w Luleburgaz – to miejsce jest po prostu nie do zbicia pod każdym kątem – serwisu (mimo, że nie mówili po angielsku), ceny i smaku

Choć ceny są o wiele wyższe niż w innych Tureckich miastach, przez które jechaliśmy to było to bardzo przyjemne doświadczenie.

Btw. może to wszystko brzmieć jak wybrzydzanie rozpieszczonego, uprzywilejowanego Europejczyka ale zapewniam, że tak nie jest. Po prostu dostrzegam masową komodyfikację kultury i i mam co do tego mieszane uczucia.

Podczas podróży mieliśmy okazje jeść różne potrawy w różnych krajach czy miastach i osobiście uważam, że większość lokali w dzielnicach, o których pisałem jest nastawione na “koszenie z turystów”.

Sugeruję zaplanować sobie dobrze kulinarne doświadczenia w Stambule za wczasu. Mimo, że wszystko na google ma dobre oceny to jednak łatwo się trochę nadziać (zależy jakie kto ma oczekiwania).

Tak samo jak kupisz tu na każdym rogu podróbki LV, Saucony czy Off-White, tak można też kupić oceny na Google i podejrzewam, że to nie jest poniżej tutejszych standardów moralności.

Wydaje mi się, że warto wybrać się gdzieś dalej od centrum by zjeść tam gdzie jedzą lokalni mieszkańcy. Następnym razem tak zrobię.

My objechaliśmy 24km Stambułu na rowerze i nie trafiliśmy zbytnio do takich miejsc. Jest on jednak ogromny. Mieszka tutaj 16 mln osób więc “turystyczny obszar” jest wielkości niejednej europejskiej stolicy.

Z innej beczki – klimat, architektura i people watching był za to wybitny.

Różnorodność, którą można tutaj zaobserwować jest po prostu piękna. Warto tego doznać osobiście, gubiąc się w nieoczywistych alejkach, czy tak jak my podjeżdżając pod 20% wzniosy 😂

Widok z naszej kawiarenki
Ludzie po prostu ciągną się tymi ulicami nieprzerwanym, gęstym strumieniem

Przy herbatce doszedłem do tego, że najbardziej doceniam tu:

  • poruszanie się rowerem w tym organicznym, responsywnym ruchu drogowym (typowe dla nas zasady są przestrzegane z dużym przymknięciem oka)
  • obserwowanie tego jak wygląda tu życie

Postanowiliśmy więc, że przeniesiemy się na ławeczkę pod Hagia Sofia, gdzie kontynuowaliśmy kontemplację, popijając tym razem kupioną w sklepie Limonatę (99% tak samo dobra jak ta w knajpkach).

Tak poruszamy się po mieście. Miedzy samochodami, razem ze skuterami i pieszymi, którzy za nic mają sobie zasady typu “ulica jest dla samochodów, a chodnik dla pieszych”. Nam się to bardzo podoba. Wszystko polega na takim wyczuciu i zaufaniu do innych. Nie wiem jak ale to działa (obstawiam, że statystyki wypadków mówią co innego, jednak ten dreszczyk emocji jest bardzo uzależniający i daje ogrom satysfakcji)
Trafiliśmy na super światło więc zabraliśmy się za fotografowanie.
Tutaj ja
A tutaj chłopaki.
Wróciliśmy jak już robiło się ciemno

Na koniec, tuż pod hotelem daliśmy się jeszcze namówić na donerka, herbatkę i baklavę w fajnej spelunce.

W zasadzie cały dzień robiliśmy to samo.

Myślę jednak, że nawet jakbym miał jeszcze dodatkowy tydzień do spędzenia w tym mieście to wciąż by mi się to nie znudziło. Zmieniałbym tylko miejsca i potrawy, a potem pisał o różnych aspektach tego co widzę dla was na blogu. Ale to może w przyszłych wyprawach solo, czy w mniejszych grupach. Z mniej napiętym grafikiem, a większym naciskiem na doświadczanie kultury i dialog.

Jutro o 8:00 hotelowe śniadanie i kręcimy dalej. Będziemy próbować wydostać się z tej miejskiej dżungli, a po dzisiaj wiemy, że nie będzie to łatwe.

Do usłyszenia!

Dzisiejszy ślad ze Stravy:

Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Chodzę spać trochę później i mam mniej czasu na sen i odpoczynek od reszty zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku lub przesłać blika na nr. 665329661. Dzięki!

Wycinki z czata

Karol jest już w Polsce na weselu swojego brata i dumnie reprezentuje nasz rowerowy gang nosząc czapeczkę Giro del Gelato.

Elegancko się ubrał w kamizeleczke. Nono. Pewnie też się wypachnił etc. Podobno jutro idzie na coffee ride z tatą. Zobaczymy na stravie 🤣

Wojtek dojechał w okolice Istambułu na “single speedzie” (zobacz o co chodzi w tym wpisie) i czeka na Karola, który wróci jutro z częściami wymiennymi do jego napędu.

W tle widać aglomeracje Stambułu

Btw. nie jesteśmy wspierani przez żadną z firm produkujących wspominany sprzęt i usługi (chociaż pewnie byśmy chcieli 😉). Polecamy to co się sprawdziło i z czego korzystamy. W razie pytań zapraszamy do kontaktu na kontakt@kamieniewterenie.pl

Dzięki za Twoją chwilkę. Może udostępnisz? Albo zostaw komcia tam niżej.

Daj sobie. Przecież nie każdy trafia na takie fajne blogi 🫠.
Chcesz dostać powiadomienie o następnym wpisie?

Jeśli gwiazdy ułożą się w odpowiednią formację, mój projektowany na kolanie blog wyśle Ci powiadomienie prosto do skrzynki.

Pomyśl sobie o tej satysfakcji gdy jako pierwsza/y powiesz w rozmowie "widziałaś nowy post KWT???"

Szepnij nam dobre słówko 🤗

Przeczytaj sobie coś jeszcze