Luleburgaz, w którym dziś spaliśmy, przekroczylo wszelkie nasze oczekiwania. Jest żywe, przystępne cenowo i mają świetną infrastrukturę noclegową dla turystów rowerowych.
İnanç Zorlutuna, który prowadzi Luleburgaz Bicycle Academy jest po prostu legendą, a miejsce, o którym pisałem wczoraj, jest totalnie unikalne.

Dziękujemy za pomoc, pozdrawiamy i życzymy spełnienia marzenia o własnej długodystansowej podróży rowerowej 🤗
Ale nie o Luleburgaz jest dzisiejszy wpis lecz o mieście, którego nie trzeba przedstawiać.
Ze względu na rozdzielenie ekipy, Franek, Janek i Ja zdecydowaliśmy, że skorzystamy z okazji i wpadniemy na 24h do Stambułu.
Ogarnęliśmy najtańszy hotel w samym Centrum – w nabrzeżu Eminönü, w dzielnicy Fatih i wsiedliśmy z rowerami do Busa by pominąć, oddzielające nas, 150km autostrady.

W autobusie Pamukkale w cenie był barek, dostaliśmy lody w kubeczku oraz napoje i słodycze jak w samolocie. Totalnie niespodziewane, także poczuliśmy się jak paniska.
Sam proces organizowania tego przejazdu, to jak wyglądają stacje itp. dał już przedsmak samego Stambułu i zakładam, że większości Turcji. Nic nie jest stworzone pod turystykę rowerową. Natomiast rowery im w tym chaosie nie przeszkadzają.

Na miejscu byliśmy ok 13:30, więc pognaliśmy rowerkami by czym prędzej zostawić graty w hotelu.


Plan na dzień był prosty – jeść tureckie przysmaki i doświadczyć atmosfery z perspektywy roweru.
Niestety, mimo że lokali jest multum to ten obszar (Eminonu) jest 100% dedykowany turystyce. Żeby znaleźć ukryte perełki trzeba by zrobić porządny research na co nie mieliśmy za bardzo czasu.

Dużo lepiej było już w Beyoglu – Kabataş. Tutaj w lokalu Dolce Profiterol zjedliśmy profiterole z lodami, popiliśmy Limonatą i sfiniszowalismy Çay-em (herbatką).

Choć ceny są o wiele wyższe niż w innych Tureckich miastach, przez które jechaliśmy to było to bardzo przyjemne doświadczenie.
Btw. może to wszystko brzmieć jak wybrzydzanie rozpieszczonego, uprzywilejowanego Europejczyka ale zapewniam, że tak nie jest. Po prostu dostrzegam masową komodyfikację kultury i i mam co do tego mieszane uczucia.
Podczas podróży mieliśmy okazje jeść różne potrawy w różnych krajach czy miastach i osobiście uważam, że większość lokali w dzielnicach, o których pisałem jest nastawione na “koszenie z turystów”.
Sugeruję zaplanować sobie dobrze kulinarne doświadczenia w Stambule za wczasu. Mimo, że wszystko na google ma dobre oceny to jednak łatwo się trochę nadziać (zależy jakie kto ma oczekiwania).
Tak samo jak kupisz tu na każdym rogu podróbki LV, Saucony czy Off-White, tak można też kupić oceny na Google i podejrzewam, że to nie jest poniżej tutejszych standardów moralności.
Wydaje mi się, że warto wybrać się gdzieś dalej od centrum by zjeść tam gdzie jedzą lokalni mieszkańcy. Następnym razem tak zrobię.
My objechaliśmy 24km Stambułu na rowerze i nie trafiliśmy zbytnio do takich miejsc. Jest on jednak ogromny. Mieszka tutaj 16 mln osób więc “turystyczny obszar” jest wielkości niejednej europejskiej stolicy.
Z innej beczki – klimat, architektura i people watching był za to wybitny.
Różnorodność, którą można tutaj zaobserwować jest po prostu piękna. Warto tego doznać osobiście, gubiąc się w nieoczywistych alejkach, czy tak jak my podjeżdżając pod 20% wzniosy 😂


Przy herbatce doszedłem do tego, że najbardziej doceniam tu:
- poruszanie się rowerem w tym organicznym, responsywnym ruchu drogowym (typowe dla nas zasady są przestrzegane z dużym przymknięciem oka)
- obserwowanie tego jak wygląda tu życie
Postanowiliśmy więc, że przeniesiemy się na ławeczkę pod Hagia Sofia, gdzie kontynuowaliśmy kontemplację, popijając tym razem kupioną w sklepie Limonatę (99% tak samo dobra jak ta w knajpkach).





Na koniec, tuż pod hotelem daliśmy się jeszcze namówić na donerka, herbatkę i baklavę w fajnej spelunce.
W zasadzie cały dzień robiliśmy to samo.
Myślę jednak, że nawet jakbym miał jeszcze dodatkowy tydzień do spędzenia w tym mieście to wciąż by mi się to nie znudziło. Zmieniałbym tylko miejsca i potrawy, a potem pisał o różnych aspektach tego co widzę dla was na blogu. Ale to może w przyszłych wyprawach solo, czy w mniejszych grupach. Z mniej napiętym grafikiem, a większym naciskiem na doświadczanie kultury i dialog.
Jutro o 8:00 hotelowe śniadanie i kręcimy dalej. Będziemy próbować wydostać się z tej miejskiej dżungli, a po dzisiaj wiemy, że nie będzie to łatwe.
Do usłyszenia!
Dzisiejszy ślad ze Stravy:
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Chodzę spać trochę później i mam mniej czasu na sen i odpoczynek od reszty zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku lub przesłać blika na nr. 665329661. Dzięki!
Wycinki z czata
Karol jest już w Polsce na weselu swojego brata i dumnie reprezentuje nasz rowerowy gang nosząc czapeczkę Giro del Gelato.

Wojtek dojechał w okolice Istambułu na “single speedzie” (zobacz o co chodzi w tym wpisie) i czeka na Karola, który wróci jutro z częściami wymiennymi do jego napędu.










