Dzień 30 | Rozstajemy się

Ekipa rozdziela się na podgrupy specjalne. Walczymy ze skutkami serii niefortunnych zdarzeń w bułgarskich górach.

Wstaliśmy rano, zdaliśmy klucze i korzystając z hotelowego prądu oraz WiFi postanowiliśmy załatwić wszystkie sprawy zanim ruszymy.

Przekoczowaliśmy tu do 12. Jestem prawie pewien, że w całym hotelu nie było innych gości.

Wiedząc, że Karol leci do Polski już na pewno, zabraliśmy się za zakup części zamiennych, wiszenie na infoliniach firm kurierskich i obgadywanie logistyki.

Karol na lekko rowerem Wojtka, a reszta na ciężko obwieszona jego gratami.

Sama jazda wyszła nam całkiem efektywnie, głównie dzięki poświęceniu Karola. W sandałach, na jednym, spadającym biegu trzasnął dzisiaj prawie 1000m przewyższenia.

Najgorsze góry już za nami. Krajobraz widocznie wypłaszczył się

Tuż przed granicą zrobiliśmy zakupki obiadowe i przebiliśmy się w końcu do Grecji. Miejmy nadzieję, że fatum pozostanie tam gdzie je zastaliśmy.

Karol ze swoim taborem obładowanym po limit. Z przodu na bagażniku jeszcze obiad i śniadanie 🤭
Monumentalna chwila. Wjechaliśmy do Republiki Helleńskiej.

Śpimy dziś na prawym brzegu rzeki Ardy. Po zjedzeniu kolacji przegadaliśmy dokładnie plany na najbliższe dni. Jutro rozdzielamy się na 3 zespoły:

  • Karol z Edirne łapie pociąg i jedzie do Istambułu na samolot
  • Wojtek na single-speedzie chce wjechać do Azji o własnych siłach więc ciśnie sam i gdy załatwimy sprawy złapiemy się z nim
  • Janek, Franek i Ja jedziemy do Orestiady gdzie do odebrania są klamkomanetki Franka
Istambuł jest dalej na wschód. Oryginalnie mieliśmy płynąć promem z Gelibolu więc klamki wysłaliśmy po drodze na południe. Teraz chcąc skrócić drogę, potencjalnie przejedziemy kawałek Istambułu pociągiem by nie utknąć w miejskiej dżungli.

Operacja jest dosyć złożona. Jak wszystko dobrze pójdzie jakoś po 10 września będziemy wszyscy razem na północny-wschód od Istambułu. Popędzimy wtedy czym prędzej do Gruzji. Nie wykluczamy małych „cheatów” (np. pociąg) ale zrobimy co w naszej mocy by ich uniknąć.

Na koniec dotychczasowe zjecie wyjazdu:

Wojtek ze swoim nowym druciarskim majstersztykiem – upcyclingowy napinacz do łańcucha.

Dzisiejszy ślad ze stravy:

Wielkie dzięki ode mnie i Wojtka dla wszystkich wspierających na buy me a coffee – każdy grosz się liczy bo koszty leczenia GRX-a są dosyć wysokie 😅

Btw. nie jesteśmy wspierani przez żadną z firm produkujących wspominany sprzęt i usługi (chociaż pewnie byśmy chcieli 😉). Polecamy to co się sprawdziło i z czego korzystamy. W razie pytań zapraszamy do kontaktu na kontakt@kamieniewterenie.pl

Dzięki za Twoją chwilkę. Może udostępnisz? Albo zostaw komcia tam niżej.

Daj sobie. Przecież nie każdy trafia na takie fajne blogi 🫠.
Chcesz dostać powiadomienie o następnym wpisie?

Jeśli gwiazdy ułożą się w odpowiednią formację, mój projektowany na kolanie blog wyśle Ci powiadomienie prosto do skrzynki.

Pomyśl sobie o tej satysfakcji gdy jako pierwsza/y powiesz w rozmowie "widziałaś nowy post KWT???"

13 Responses

  1. Chłopacy, jedyne co w tej chwili jestem w stanie z siebie wykrztusić to wielkie „WOW”. Kiedy ja sobie wypoczywam na plaży, a moim największym zmartwieniem jest to, czy nie przekroczę limitu wagowego, wy dokonujecie niesamowitych napraw, druciarstwa najwyższej klasy i co najważniejsze – ciśniecie dalej. Strasznie był chciał być teraz z wami, wspierać, denerwować i cieszyć. Jeszcze raz, jestem pełen podziwu! Totalnie moi ulubieni wyprawowi kompanii i mam nadzieję że nie tylko wyprawowi! Shoutoucik dla was wszystkich!

    P.S. 80 kilometrów i 1000 metrów przewyższeń na single speedzie????!!!!! Karol jesteś totalnym kotem

  2. Wow Panowie Drużyna z kamienia musi się rozdzielić, żeby później znów się połączyć.
    Wojtek, jestem przekonany, że każdy będzie Ci zjeżdżał z drogi. Ja widząc samotnego jeźdźca cisnącego z determinacją w oczach nie śmiałbym mu wejść w drogę.
    Panowie, niech Moc będzie z Wami.
    Acha i macie GT na czarnych LX. Nic Wam nie będzie

Szepnij nam dobre słówko 🤗

Przeczytaj sobie coś jeszcze