Noc miałem dosyć trudną. Budziłem się kilka razy zlany potem co dosyć mocno zdegradowało właściwości izolacyjne mojego puchowego śpiworka.
Wstałem jednak ok 8:30 i miałem dla chłopaków dobre wieści. Utrzymałem przez noc wszystkie płyny i czułem, że mój brzuszek jest gotowy na porządną porcję paliwka w postaci biszkoptów i musów owocowych.
Zabraliśmy się więc za pakowanie. Zajęło to dłużej niż normalnie bo wszyscy mieli graty porozrzucane po całym obozie.
Postanowiliśmy, że zrobimy dziś tyle na ile pozwolą nasze ciała. Nawet 50km to lepiej niż spędzić kolejną dobę na tej przeklętej polanie.

Samo pedałowanie przebiegło bez większych wydarzeń. Pyknęliśmy 60km i postanowiliśmy wcześnie skończyć dzień.




Miejscówkę na nocleg znaleźliśmy w prawie wyschniętym korycie rzeki Varbitsa. Sądząc po krótkim spacerze, w pełnej okazałości ma ona pewnie kilkadziesiąt metrów. My w kąpaliśmy się w ciepłym, ledwo płynącym, płytkim strumyku.

Dzisiejszy ślad ze stravy:
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Chodzę spać trochę później i mam mniej czasu na sen i odpoczynek od reszty zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki!










2 Responses
Znowu w siodlach!
Ajaaak!