Dzień 19 | Off-trail w macedońskich górach

Długi dzień pełen przygód i pięknych widoków, zakończony ciężkimi podjazdami po zmroku i noclegiem nad jeziorem.

Macedońska wieś zachwyciła nas swoją surowością. Wąskie, górskie uliczki, kręte piaszczysto-szutrowe ścieżki, suche lub wręcz spalone trawy i drzewa oraz koślawe płoty zrobione z badyli. Do tego znudzone, leżące na spękanej ziemi bydło, stada kóz i owiec wypasane przez zamyślonych pasterzy i lokalni, którzy patrzą nas z lekkim niedowierzaniem i ciekawością.

Tak zapamiętam ten rejon. Panujący tu brak pośpiechu, jest urzekający. Szczególnie uderza skontrastowany z tym jak my przez tę ziemię pędzimy.

Dzień był pełen przygód. Właściwie, biorąc pod uwagę to ile się stało, mógłby być jedną oddzielną pełnoprawną przygodą.

Zaczęliśmy dzień jadąc wzdłuż autostrady do Shtipu, gdzie o 12:00 zrobiliśmy zakupy. Janek miał też tam swoją pierwszą awarię tego dnia:

Pedał złamany po środku ośki więc wpadliśmy do lokalnego serwisu

Po szybkim lunchu, postanowiliśmy wybrać się dalej ścieżką „bardziej krajoznawczą”.

Spalone drzewa dające efekt jesieni, mimo że mamy szczyt lata
Widzieliśmy pierwsze minarety na naszej trasie
Jechaliśmy takimi ścieżkami jakieś 10km co zajęło nam ok 2h.
Filmy tego nie oddadzą bo w najtrudniejszych momentach ręce musieliśmy mieć na kierownicach.

Trasa była przepiękna lecz bardzo wymagająca, z długimi szutrowymi odcinkami o stromych gradientach i kłujących do krwi krzewach.

Krajobraz przypominający safari

Po drodze okazało się, że ok 60km dalej, nad Jeziorem pod Strumicą spotykamy się z tatą i rodzeństwem Tadka, którzy wracali z Grecji kamperem.

Postanowiliśmy, że zmodyfikujemy trasę by dojechać do celu trochę efektywniej.

Po zjeździe ze szlaku na asfalt mieliśmy przystanek na uzupełnienie szprych Jankowi.

Po chwili zjazdu fajnym asfaltem i serwisówką wzdłuż autostrady, wjechaliśmy na wiejskie drogi by trafić nad umówione jezioro.

Lokalna rola w większości skupia się na uprawie tytoniu.

Asfalt szybko się urwał, zaczęło się robić trochę późno i wtedy rozpoczęliśmy „walkę o przetrwanie”. Drogi okazały się mocno zarośnięte, błotniste i bardzo wyrobione koleinami, a na sam koniec los rzucił nam piaszczyste podjazdy o wzniosie ok 15-20%.

Awarie poza szlakiem poleciały jedna za drugą:

  • Frankowi wkręcił się w koło klapek co złamało mu spaw w bagażniku
  • Jankowi poszła 2-ga szprycha
  • Karol złapał kapcia
Pit stop tylnego koła Karola
Błotniste obrośnięte ścieżki, a niektórych skrzyżowań nie było na mapach.
Puszczone luzem konie

Pokonywane kilometry kosztowały nas dużo czasu i energii. Zrobiło się ciemno, a my nawet nie mieliśmy dobrej miejscówki na nocleg. Liczyliśmy na światło dzienne, które ułatwia szukanie równej trawki.

Po wyjechaniu z lasu zaszło słońce więc upiekło nam się jechanie po ciemku przez las.

Stanęliśmy sobie na 2-giej czy 3-ciej płaskiej polance, którą napotkaliśmy i rozbiliśmy obóz. Mieliśmy też krótką rozmowę z przejeżdżającymi mieszkańcami, którzy po krótkiej namowie zgodzili się na nasz nocleg.

Jakiś ok. 22 podjechał do nas pan Paweł i przywiózł baniaczki z wodą co ułatwiło nam bardzo biwakowanie.

Dzisiejszy ślad ze stravy:

Dzień 20

Rano zapakowaliśmy kolejną partię niepotrzebnych rzeczy do kampera rodziny Sobczyków.

Z kilku względów potraktujemy ten dzień potraktujemy jako organizacyjny:

  • Rozstajemy się z Józkiem i Tadkiem, którzy odbijają do Tesaloników
  • Franek chce kupić nowy bagażnik w Strumicy
  • Janek potrzebuje kolejną partię szprych
  • Jadący do Gruzji chcą przeplanować traskę by uniknąć szutrowych gór w Bułgarii i Turcji i wgrać ją do komputerków nawigacyjnych
  • Zrobimy panie i naładujemy elektronikę
  • Odpoczniemy

W związku z tym z dnia 20 posta nie będzie. No chyba, że się bardzo wynudzę ale właśnie zacząłem czytać „7 lat w Tybecie” i bardzo się wkręciłem więc biorę na dziś wieczór urlop.

Pozdrawiam wszystkich czytających i dziękuję serdecznie za wsparcie przez „buy me a coffee”.

To ja. Szczęśliwy, że moje wypociny sprawiają komuś przyjemność oprócz mnie i wdzięczny za wsparcie finansowe oraz mentalne ☺️

Dzięki waszym kontrybucjom bez zastanowienia kupuje dodatkowe pakiety danych i mogę pomagać w nawigacji oraz organizacji wyjazdu.

Bez was budżet mógłby mi nie pozwolić na codziennie wpisy!


Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Muszę też chodzić spać trochę później, a przez to mam mniej czasu na sen i odpoczynek niż reszta zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki!

Btw. nie jesteśmy wspierani przez żadną z firm produkujących wspominany sprzęt i usługi (chociaż pewnie byśmy chcieli 😉). Polecamy to co się sprawdziło i z czego korzystamy. W razie pytań zapraszamy do kontaktu na kontakt@kamieniewterenie.pl

Dzięki za Twoją chwilkę. Może udostępnisz? Albo zostaw komcia tam niżej.

Daj sobie. Przecież nie każdy trafia na takie fajne blogi 🫠.
Chcesz dostać powiadomienie o następnym wpisie?

Jeśli gwiazdy ułożą się w odpowiednią formację, mój projektowany na kolanie blog wyśle Ci powiadomienie prosto do skrzynki.

Pomyśl sobie o tej satysfakcji gdy jako pierwsza/y powiesz w rozmowie "widziałaś nowy post KWT???"

8 Responses

  1. Wspaniała ta Wasza wyprawa,
    ale dla mnie niewyobrażalnie wyczerpująca.
    Tym bardziej podziwiam wysiłek i hart ducha z jakim pokonujecie trudności,
    Kasia mama Jasia.

Szepnij nam dobre słówko 🤗

Przeczytaj sobie coś jeszcze