Dzisiejszy dzień był dla mnie dość trudny termicznie. Czuję się całkiem wyczerpany więc piszę wpisik podczas gdy Karol pichci nam bolognese.
Rano pośpieszył nas rolnik, który przyjechał zebrać bale z pola obok.

Wiatr wiał nam większą część dnia od frontu. Do 13 mieliśmy zrobione ok 60 km. Lidl to nasz ulubiony sklep w Serbii więc jeśli go widzimy około południa to tam robimy zakupy.
Po 2h przerwy ruszyliśmy w najgorszy ukrop o 15. Ok 16 mieliśmy największy podjazd dnia, na szczycie którego troszkę nas przegrzało.

Pod najbliższym sklepem załadowaliśmy full litraż wody na wypadek gdyby pobliska rzeka nie nadawała się do pływania.

Mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca do spania. Tutaj chyba większość ziemi jest sprywatyzowana jeśli nie jest użytkowa, zobaczymy jak będzie dalej.

Rozbiliśmy obóz na fragmencie pola, które wyglądało na najrówniejsze i takie, które nie przebije nam materacy.
Może rano nie spotkamy rolnika.
Kilometraż był niezły jak na dzień z wiatrem w twarz:
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Muszę też chodzić spać trochę później, a przez to mam mniej czasu na sen i odpoczynek niż reszta zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki! (No pressure, dostałem kilka takich sugestii i stąd ten ruchyy :))









