Rano zorientowaliśmy się, że Gruzja dała nam dodatkowa godzinę słońca. Jest to świetna informacja bo nie lubimy rozbijać się po ciemku.
Dzisiaj dzień organizacyjny więc zebraliśmy się o 10 i okazało się, że Janek i Franek obydwoje mają przebite opony.
Po zniwelowaniu usterek, wjechaliśmy do Batumi właściwego. Tam rozdzieliliśmy sie na dwie grupy.
Janek i Franek załatwili pranie, kartony na rowery oraz folię stretch i niezbędne do rozłożenia rowerów narzędzia.
Z kolei ja z Karolem postanowiliśmy pokręcić się po mieście i przy okazji załatwić sobie kartę z internetem.
Naszą uwagę przykuł diabelski młyn. Karol powiedział że jeśli wejściówka będzie poniżej 20zł to musimy się przejechać, więc tak zrobiliśmy. Cena to 10 GEL czyli jakieś 13zł.


Gdy załatwiliśmy już sprawy, usiedliśmy w lokalu by podładować powerbanki i skonsumować khachapuri.

Gdy chłopaki ogarnęli już swoje sprawy, pojechaliśmy na stację kolejową (którą I am była po drodze) by pożegnać się z nimi.

Była już ok. 16 więc zostawiliśmy chłopaków na stacji i pojechaliśmy w kierunku wcześniej znalezionego miejsca kempingowego.
Po drodze zachwyciły nas okoliczności przyrody i piękne krajobrazy.


Mnie bardzo zaskoczył fakt, że w Gruzji rosną bambusy. Dowiedzieliśmy się o tym natrafiając na przydrożne sklepy ale również wolno rosnące bambusowe laski!


Po zjeździe z Górki trafiliśmy do wcześniej ustalonej lokalizacji nad samym morze mm gdzie poczęstowali nas piwkiem lokalni mieszkańcy. Podziękowaliśmy uprzejmie i pojechaliśmy dalej, orientując się, że pole które mieliśmy na myśli jest już nieczynne, a szanse na spokojną noc nikłe.
I tak trafiliśmy do jednego z bardziej dogodnych spotów biwakowych na całej trasie.


Karol od razu wskoczył do wody, by załapać się jeszcze na kąpiel w słońcu.

Po zmroku wypiliśmy herbatkę, pogadaliśmy z Wojtkiem, który jutro wjeżdża na najwyższy podjazd swojej traski i przekąsiliśmy co nieco.
Jutro ruszamy odrobinę na około w kierunku Kutaisi!
Dzisiejszy ślad ze Stravy:
Wycinki z czatu
Janek j Franek dotarli bezpiecznie na lotnisko gdzie będą koczować w oczekiwaniu na samolot o 6 rano.

Wojtek śpi dzisiaj w Kaukaskim hotelu za jakieś drobne pieniądze i zbiera siły na jutrzejszy podjazd.
Zostań współproducentem przygody, którą przeżyjesz z nami!
Wsparcie czytelników to realne „paliwo” dla tej i następnych wypraw. 5 zł = pakiet danych i wieczorny wpis. 50 zł = woda i węglowodany na 1 dzień pedałowania. 100 zł to już realna pomoc, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli oraz inwestycja w jakość i rozwój dokumentacji. Aby mnie wesprzeć, użyj poniższego przycisku lub puść blika na nr. 665329661










3 Responses
Na chłopaków zostawionych na stacji czekamy z wanną pełną gorącej wody i pachnącej piany!
Czekamy na naszych Argonałtów Janka i Franka mamy nadzieję że rowery też poleciały ? 🙂
Las bambusowy robi wrażenie. Miłego Gruzjowania