To był długi dzień.
Ponad 11 godzin w drodze, z czego 6,5 w siodłach.
Z jednej strony mega monotonny, a z drugiej upakowany niespodziewanymi wydarzeniami.
Jechaliśmy kolejne 100km wzdłuż Cisy po jej wale przeciwpowodziowym. Spędzając z nim tyle czasu, wykształciliśmy już pewnego rodzaju przywiązanie więc nazwaliśmy go „Tiszawał”.
Zauważyliśmy, że wiele miast, nazw sklepów i usług etc. ma w sobie słowo „tisza” i w ramach zabawy postanowiliśmy stosować je gdy coś było dobre lub sensowne, przyjemne etc.
Tiszą są zimne browarki 0% i woda ze studzienki, która nie śmierdzi jajem etc. Tiszą w ogóle nie są spękane asfalty i brak cienia.
Niestety Węgrowie postanowili, że będą kosić trawy i sadzić jednakowe drzewa po całej długości Tiszawału idealnie w takiej odległości by cienia nie dawały w ogóle.
Ale nam to no nic nie przeszkadza. Jak tylko z niego zjedziemy to bierze nas tęsknota i czujemy niepokój.

To była ta część monotonna.
Wydarzenia dnia
Tadek nie zdążył wyhamować i wylądował plecami na skarpie Tiszawału. Zahaczył przednim kołem o koło prowadzącego i stracił balans.


Józkowi poszła szprycha i odkryliśmy, że nie jako jedyna wymaga wymiany. Niedługo czeka nas wycieczka do serwisu.


Końcówka dnia była pełna wrażeń – ja również wylądowałem w rowie splatając się kierownicami z Jankiem. Na szczęście nic się nie stało.
Później znaleźliśmy piękne miejsce na nocleg, które przypominało Safari i było pełne życia – ptaków i zajęcy. Właściciel niestety nie pozwolił nam się wykąpać w jego stawie rybnym więc pojechaliśmy znowu nad Cisę 😅


Okazuje się (właśnie to sprawdziłem), że Tisza to Cisa (w Google maps jest oznaczona jako Tisa). Ta rzeka jest po prostu tak ważna kulturowo i geograficznie, że nawiązania do niej są wszechobecne m.in. w nazwach wielu dużych i małych miast, w handlu, w poezji etc.
Decyzję o szukaniu innego noclegu po Safari podjęliśmy imo odrobinę zbyt impulsywnie. Mamy nauczkę na przyszłość by trochę mniej wybrzydzać. Bardzo przyzwyczailiśmy się do biwaków przy wodzie. Dziś śpimy nad wodą ale jest trochę krzywo i zjedliśmy mniejszą kolację żeby już nie gotować po zachodzie.
Dzisiaj skończył mi się 30000mAh powerbank. Jutro testujemy system z siestą w najgorszy upał więc może się uda podładować. W razie czego ostrzegam, że może nie być bloga.
Ślad z dziś na stravie:
Pisanie bloga w drodze jest kosztowne energetycznie i zużywa zagraniczne pakiety danych. Muszę też chodzić spać trochę później, a przez to mam mniej czasu na sen i odpoczynek niż reszta zespołu. Ekspresja i interakcja z wami są dla mnie wartościowe same w sobie. Jeśli jednak czujesz, że jesteś skłonna/y wesprzeć produkcję bloga finansowo, możesz użyć poniższego przycisku. Dzięki! (No pressure, dostałem kilka takich sugestii i stąd ten ruch :))










4 Responses
Super post! Czytam wszystkie z ogromną ciekawością! Ale Super Wyprawa! Pozdrawiam!
A nas cieszy każdy komentarz! Pozdrawiamy!
Pozdro dla Karola za „przed Nim zakrywa się swą twarz” Powodzenia i jak najmniej lądowań w rowie!
Dbajcie o swoje ciała,
karmcie je i dobrze śpijcie.
Trochę lenistwa Wam nie zaszkodzi, a pozwoli zobaczyć jeszcze inne perspektywy tej wyprawy ❤